Chłopak zaprowadził mnie do mojego nowego pokoju.
Był duży, jakieś dwa razy większy od mojego.
- Rozgość się. - rzucił chłodno i wyszedł.
Czy ja mu coś zrobiłam ?
Wcześniej był taki miły...a teraz ?
Może udawał ... ?
Nie ważne. Jeśli nie kłamał to właśnie ratuje mi życie.
Podeszłam do bagaży które zostawił koło drzwi. Choć było już po 3 mi ani trochę nie chciało się spać. Otworzyłam jedną z toreb i zaczęłam wypakowywać z niej ubrania i układać je w cholernie wielkiej garderobie. Kiedy opróżniłam drugą torbę do mojej głowy po raz pierwszy wpadła myśl czy ten dom jest jego. Postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy i wrócić do rozpakowywania. Kiedy skończyłam spojrzałam na zegarek. Za piętnaście, piąta. Czas spać. Wyjęłam z szafy t-shirt i zarzuciłam go na siebie. Po chwili już leżałam w szalenie miękkim łóżku, przykryta cieplutką kołdrą.
Zasnęłam.
***
Otworzyłam oczy. Czułam się naprawdę wypoczęta. Dawno się tak nie wyspała. Dziwne. Czułam zapach męskich perfum. Przekręciłam się na plecy. Serce momentalnie stanęło mi w piersi. Pisnęłam. Harry leżał tuż obok mnie.
- Jak się spało. - zapytał jak gdyby nigdy nic. Na jego twarz wdarł się zadziorny uśmiech.
- Jak długo tu leżysz ?! - krzyczałam.
- Nie takim tonem maleńka. - jego oczy pociemniały.
- Przepraszam. - bąknęłam pod nosem.
- Jestem tu odkąd zasnęłaś. - rzucił nieco łagodniej i wstał z łóżka.
Dopiero w tym momencie zauważyłam, że jest w samych bokserkach.
Zaczęłam się w niego wpatrywać. Miał wspaniałą sylwetkę. Wyglądał jak..anioł ?
Przyglądałam się każdemu calowi jego ciała. Ciacho jak nie patrzeć.
- Tak wiem, śliczny jestem. - rzucił rozbawiony i wyszedł z pokoju.
Momentalnie moje policzki zalały się soczystą czerwienią. Wzięłam do ręki mój telefon pozostawiony wieczorem na szafce nocnej. Spojrzałam na godzinę było lekko po dziesiątej. Przekręciłam się na drugi bok i przyglądałam się temu co działo się za oknem. Po paru chwilach mój żołądek dał o sobie znać. Z wielką niechęcią wstałam z łóżka. Od razu owiało mnie zimne powietrze, a po mojej skórze przeszły ciarki. Nie wiem dlaczego, lecz moja dłoń podążyła do ust. Palce zaczęły ich dotykać. Do mojej głowy zaczęły przypływać wspomnienia wczorajszego pocałunku. Znów się zaczerwieniłam. Nie mogłam odeprzeć chęci powtórzenia tej części naszego pierwszego spotkania.
Poszłam do mojej garderoby i wyjęłam mój ukochany czarny sweterek i tego samego koloru leginsy. Udałam się do łazienki, wzięłam szybki prysznic i się ubrałam. Włosy związałam w zwykłego kucyka, a usta maznęłam waniliową pomadką. Cudnie.
Zeszłam na dół, gdzie jak mniemałam znajdowała się kuchnia. Na szczęście natknęłam się na moje współlokatora.
- Nie jesteś głodna maleńka ? - nie spuszczał wzroku z mojej twarzy czekając na odpowiedź.
- Jestem i to bardzo. - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Chłopak złapał mnie za rękę, a przez moje ciało przepłynęła fala ciepła.
Zaciągnął mnie za sobą do kuchni. Wskazał dłonią miejsce za stołem.
- Usiądź, dziś ja zrobię śniadanie. Omlet odpowiada ?
- Jasne ! - chwyciłam za kubek z gorącą kawą i upiłam łyk. Od razu zrobiło mi się cieplej.
- Smacznego. - postawił przede mną talerz w wielkim omletem. Wyglądał pysznie.
- Dziękuję. A ty nie jesz ?
- Nie jestem głodny. - bąknął i wyszedł z kuchni.
Dziwny jest. Ale nadal mi się podoba.
Czekajcie.. Co ja powiedziałam. Nadal mi się podoba ?!
Zwariowałam.
Kiedy skończyłam odniosłam talerz do zmywarki i wróciłam do swojego pokoju. Dopiero teraz zauważyłam, że w pokoju stało pianino. Średnio umiem grać, więc nawet nie próbowałam. Sięgnęłam do dużego czarnego pokrowca, którego przytachałam tu ze sobą. Rozsunęłam go powoli i wyjęłam moją ukochaną gitarę. Pamiętam kiedy dostałam ją na dziewiąte urodziny. Pamiętam jak po raz pierwszy udało mi się dobrze złapać chwyt, jak po raz pierwszy zagrałam na niej całą piosenkę - płynnie i bez problemów. Kiedy po raz pierwszy przerżnęłam palce o struny. Ach.. wspomnienia.
Z kieszeni futerału wyjęłam dobrze mi znany zeszyt. Zapisywałam w nim chwyty oraz piosenki. Niektóre były moje własne, ale nigdy nie miałam odwagi zagrać ich komuś. Uważałam, że są okropne, z resztą nadal tak uważam. Wybrałam jedną z piosenek którą napisałam sama, na obozie muzycznym. Jedyny obóz na jakim byłam.
Zaczęłam grać. Dźwięki gitary lekko unosiły się w powietrzu komponując się z moim głosem. Kiedy skończyłam usłyszałam... aplauz. Szybko się obróciłam i ujrzałam loczka z wielkim bananem na twarzy. Wpatrywał się we mnie swoimi zielonymi oczkami. Lecz byłam cholernie zła, że to usłyszał. Nigdy nie powinien. Ruszyłam w jego stronę, a raczej w stronę drzwi w których stał. Wyminęłam go. Próbował mnie zatrzymać, lecz z całym impetem uderzyłam w jego rękę. Pobiegłam do jakiegoś pomieszczenia. Na szczęście drzwi od tego pokoju posiadały zamek. Rozejrzałam się po wnętrzu. Pokój był mały. Jego ściany stanowiły wielkie lustra. Po chwili rozglądania się doszłam do wniosku, że to jakaś siłownia. Usiadłam na podłodze. Po chwili usłyszałam gniewny głos Harrego.
- Jennifer otwórz ! - walnął w drzwi. Huk rozległ się po pokoju, a ja aż podskoczyłam w miejscu.
- Nie ! - krzyknęłam i tym razem to ja walnęłam ręką w drzwi.
Usłyszałam dźwięk przekręcającego się zamka. A po chwili drzwi się uchybiły. Spojrzałam na niego, lecz szybko mój wzrok powrócił na podłogę.
Na swoich plecach poczułam ciepłą dłoń. Uchyliłam oko i spojrzałam w lustro przede mną. To Harry. Zrzuciłam jego rękę z mojego ciała.
Czułam jak wstaje. Po chwili usiadł przede mną.
Ujął ręką mój podbródek i zmusił mnie bym na niego spojrzała.
- Hej mała... Rozumiem że nie chciałaś bym to usłyszał, ale niezmiernie się cieszę, że jednak to usłyszałem. Poprawiłaś mi tą grą humor, grasz prześlicznie, z resztą głos też masz niczego sobie. - Zbliżył się do mnie, a nasze wargi się złączyły. Kiedy rozłączył nasze usta wstał i wyszedł.
I co ja mam teraz sobie myśleć ?! W głowie zadudniły mi jego wczorajsze słowa "jesteś moja".
Siedziałam tak chyba jakieś piętnaście minut. Uznałam, że nie mogę siedzieć tak cały dzień. Postanowiłam wrócić do swojego pokoju. Kiedy byłam na piętrze usłyszałam dźwięki pianina. Zignorowałam to. Kiedy przekroczyłam próg mojego pokoju, zobaczyłam Harrego grającego na wcześniej słyszanym przeze mnie instrumencie. Stanęłam jak wryta kiedy usłyszałam, że chłopak śpiewa słowa mojej piosenki, którą wcześniej słyszał. Kiedy skończył zapytał:
- Tak to szło maleńka ?
Zabrało mi dech w piersiach.
- T-tak. - wydusiłam.
Chłopak wstał i podszedł do mnie. Blisko. Za blisko. Zdecydowanie za blisko. Nasze ciała się stykały.
- Dlaczego kiedy się ze mną nie kłócisz jesteś taka nieśmiała ? To moja wina ? Onieśmielam cię ? - odpowiedziałam mu ciszą - Tak myślałem.
Wyminął mnie i wyszedł z pokoju, zostawiając mi mętlik w głowie. Super !
Ogarnęłam trochę w pokoju i podeszłam do lustra. Wyjęłam z kieszeni pomadkę i zaczęłam smarować nią usta.
- Jaki smak ? - podskoczyłam w miejscu, a oddech uwiązł mi w gardle. Odwróciłam się. Stał za mną Harry.
- Wanilia. - burknęłam cicho.
- Musi być słodka. - Nic nie odpowiedziałam w nadziei, że albo sobie pójdzie, albo zmieni temat.
- Daj spróbować. - ciągnął wyciągnęłam w jego stronę dłoń na której leżała pomadka. Zaśmiał się cicho.
- Wolał bym spróbować jej z twoich ust. - Cholera co on powiedział ?!
Zbliżył się do mnie. Jedną ręką oplótł mnie w tali, drugą ułożył na moim pośladku. Spojrzał mi w oczy i zatopił się w moich ustach. Kiedy zaczęło brakować mi powietrza odczepił się od moich warg.
- Bez tej cholernej szminki lepsze. - kciukiem starł jej resztki z moich rozgrzanych ust. Ciężko łapałam oddech, ale Harremu to nie przeszkadzało. Zatopił się w moich ustach po raz kolejny. Tym razem mocniej i z większą pasją.
Miałam wrażenie, że pocałunek trwał całą wieczność. Wreszcie loczek odczepił się od moich ust.
- Wieczorem wychodzimy, załóż coś seksownego. - rzucił mi wprost do ucha. - Teraz wychodzę, będę wieczorem. Bądź gotowa na siódmą. - nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć zniknął za drzwiami.
Żeby zabić czas zaczęłam krzątać się po domu, zrobiłam sobie coś do jedzenia, obejrzałam jeden z moich ulubionych seriali. O szóstej postanowiłam zacząć się szykować. Kiedy weszłam do garderoby jak na zawołanie napisał Harry.
"Pamiętaj !
Załóż coś seksownego.
Nie zapomnij o koronkowej bieliźnie.
Hazz.
xoxo"
Dupek ! Czy on sobie myśli, że rozbiorę się przed nim na pierwszej randce ? Bo można to nazwać randką, prawda ?
Po długim namyśle wybrałam jakąś czarną sukienkę. Mocno przylegała do ciała, podkreślając moją figurę. Włożyłam do tego szpilki, a włosy rozpuściłam. Harry punkt siódma zjawił się w moim pokoju. Kiedy mnie zobaczył zagwizdał, jak tani podrywacz. Mimo to zaczerwieniłam się.
- Świetnie wyglądasz. - wreszcie coś wykrztusił.
- Ty też niczego sobie. - obdarzyłam go szczerym uśmiechem.
Niedługo po tym podjechaliśmy pod jedną z najdroższych restauracji w Londynie.
poniedziałek, 30 września 2013
niedziela, 29 września 2013
Rozdział 1
Stałam na tym cholernym przystanku już pół
godziny. Palce u rąk zaczęły odmarzać mimo, że trzymałam je w kieszeniach
kurtki.
Było ciemno. Przyznaję się, że się troszkę bałam. Nie ukrywajmy, była noc. Dość grubo po23, a
ja sama stałam na tym cholernym przystanku. Najbliższa latarnia znajdowała się
jakieś 5 minut drogi ode mnie. Usłyszałam szelest. Odwróciłam się, odruchowo
ścisnęłam w ręku moją przyjaciółkę – buteleczkę z gazem pieprzowym. Nosiłam go
już od zeszłej zimy. Wracając do tego co usłyszałam, musiał to być jakiś kot,
czy pies, bo nikogo nie zauważyłam. Odwróciłam się. Spojrzałam w stronę z
której powinien nadjechać autobus.
Po jakiś dziesięciu minutach podjechał.
W środku nikogo nie było, szykowała się jeszcze długa podróż do domu, a ja już nie miałam siły. Kiedy weszłam do autobusu zajęłam miejsce z przodu autobusu, rzecz jasna przy oknie, by móc „podziwiać” widoki.
Usłyszałam wibracje komórki. Bynajmniej tak mi się zdawało. Odruchowo dotknęłam kieszeni, ale to nie mój telefon. Zresztą swojego nie wyciszałam. Spojrzałam na kierowcę, lecz on podniósł swój telefon i po chwili go opuścił. Znaczyło to, że to nie jego komórka, bo dźwięk nie ustawał.
Zawahałam się, by odwrócić głowę do tyłu, lecz to zrobiłam.
Zauważyłam jakiegoś chłopaka wpatrującego się w rozświetlony ekran komórki. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały szybko się odwróciłam.
Po chwili dźwięk ustał, lecz w autobusie rozległ się męski głos. Był przepełniony złością.
- Harry. – myślę, że właśnie się przedstawił. - .. tak już jadę.. co ?.. Nie .. właśnie zmieniłem plany... tak tam gdzie zawsze, bynajmniej tak myślę...zadzwonię jutro.
Usłyszałam szmer. Nim zdążyłam zapanować nad swoją ciekawością odwróciłam głowę. Chłopak szedł w moją stronę, znaczy na przody autobusu. Dopiero teraz zauważyłam jaki jest wysoki i postawny. Dzięki opinającego jego ciało t-shirtowi, mogłam dostrzec jak umięśnioną miał klatę. Już wyobrażałam go sobie jak bez koszulki spaceruje brzegiem oceanu. Mniam. Wracając do przystojniaka, miał śliczne kręcone, brązowe włosy. Były w, jak mniemam, ułożony w „artystyczny nieład”. Po chwili zauważyłam jak wpatruje się we mnie swoimi zielonymi oczami. Poczułam jak zaczynają piec mnie policzki. Szybko się odwróciłam. Zaczęłam przypatrywać się przez okno niebu. Dziś pełnia.
Po chwili moje zmysły opanował wspaniały zapach. Męskie perfumy zmieszane z dymem papierosowym. Nienawidziłam zapachu dymu, ale wraz z perfumami pachniał bosko. Odwróciłam głowę w drugą stronę.
Moje oczy powiększyły się do nienaturalnie dużych rozmiarów kiedy zobaczyłam, że loczek siedzi tuż obok mnie. Kiedy zobaczył moją minę zaśmiał się lekko pod nosem.
- Witaj, jestem Harry. Harry Styles. – dodał po chwili. A mi zaczęło coś świtać. Gdzieś słyszałam to nazwisko, jestem tego w stu procentach pewna, ale nie byłam w stanie przypomnieć sobie gdzie.
- Jennifer Flume. – uścisnęłam jego dłoń którą do mnie skierował. Jego dłonie były szalenie miękkie i ciepłe.
Dopiero teraz do mojej głowy wpadła myśl „czego ten przystojniak ode mnie chce ?!”.
Odpędziłam ją wystarczająco szybko. Bynajmniej tak mi się zdaje.
- Gdzie jedziesz, o tak późnej porze ? – spytał badając bystrymi oczami moją twarz.
- Do domu. – ucięłam krótko – A ty gdzie zmierzasz ?
- Zaskoczę Cię, również do domu. – uśmiechnęłam się ciepło. – Niech zgadnę, wysiądziesz na końcowym – co ?! skąd on to wiedział ?! – ja też. – uśmiechnął się ślicznie a moje serce szybciej zabiło.
- Skąd ty wiesz gdzie wysiadam ?! – uniosłam brwi w górę.
- Niedawno przeprowadziłem się w tamte okolice, zdążyłem Cię dostrzec. Nie było trudno, bo to chyba nie możliwe by nie dostrzec takiej ślicznotki. – policzki ! policzki !
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc nie odpowiedziałam nic.
Harry po chwili zdjął swoją koszulkę, pozostając w samym białym t-shircie.
- Nie za gorąco Ci ? – spytałam. Zauważyłam tatuaże na jego rękach, zaczęłam się im przyglądać.
- Mam ich o wiele więcej. – powiedział, uprzedzając moje pytania, - I wcale nie bolały kiedy je robiłem. – uśmiechnął się.
- wiem że to nie boli, sama mam parę. – podwinęłam rękaw kurtki pokazując mu napis na nadgarstku „hope.”
- śliczny. – rzucił nie odrywając od niego wzroku. Przejechał po nim palcem. – Mam nadzieję, że nadarzy się okazja, byś mi o nim co nie co opowiedziała. – uśmiechnął się i wstał. Spojrzałam przez okno. To już końcowy. Ups. Również się podniosłam i skierowałam w stronę wyjścia.
Moje ciało owiał chłód. Zauważyłam, że Harry stoi tuż obok mnie. Za blisko, za blisko.
Po krótkim spacerze, znaleźliśmy się pod drzwiami do mojego domu.
- Żegnaj Harry, miło było Cię poznać. – rzuciłam i pociągnęłam za klamkę.
Chłopak zrobił krok w moją stronę. Zobaczyłam, że jego oczy pociemniały.
Nasze ciała się styknęły.
A raczej to Harry przyparł mnie plecami do drzwi.
Czułam jego oddech na twarzy. Poczułam mrowienie w brzuchu. Miałam ochotę zemdleć. Z bliska był jeszcze piękniejszy. Jego wzrok wędrował między moimi wargami, a oczami. Przymknął oczy i wpił się w moje usta. Czułam jak rozkosz rozchodzi się po moim ciele. Jego język prosił o pozwolenie na wejście w głąb moich ust. Nim zdążyłam się zastanowić, już jego język walczył z moim o przywództwo. Nieoczekiwanie Harry rozłączył nasze usta, lecz nie odsunął się ani o krok.
-Teraz jesteś moja.
Rzucił i odszedł.
Stałam tak w osłupieniu jakieś piętnaście minut.
W końcu, z wielkim trudem, weszłam do ciepłego wnętrza domu. Zamknęłam drzwi na klucz i zdjęłam z siebie płaszcz. Zaczęłam iść w stronę schodów prowadzących na piętro. Po drodze zrzuciłam buty. Kiedy dotarłam do pokoju postanowiłam wziąć prysznic.
Ciepłe krople ukoiły moje ciało i momentalnie odechciało mi się spać.
Wyszłam z kabiny i założyłam bieliznę. Wyszłam z łazienki. W pokoju włączyłam muzykę i zaczęłam tańczyć. Nigdy tego nie robiłam, ale dzisiejszy wieczór i tak był zwariowany.
Kiedy piosenka się skończyła włożyłam na siebie koszulkę sięgającą do kolan i położyłam się do łóżka.
Nim zdążyłam przykryć się kołdrą usłyszałam dźwięk SMS.
Spojrzałam na wyświetlacz, jakiś numer. Otworzyłam wiadomość, zaczęłam czytać:
Było ciemno. Przyznaję się, że się troszkę bałam. Nie ukrywajmy, była noc. Dość grubo po
Po jakiś dziesięciu minutach podjechał.
W środku nikogo nie było, szykowała się jeszcze długa podróż do domu, a ja już nie miałam siły. Kiedy weszłam do autobusu zajęłam miejsce z przodu autobusu, rzecz jasna przy oknie, by móc „podziwiać” widoki.
Usłyszałam wibracje komórki. Bynajmniej tak mi się zdawało. Odruchowo dotknęłam kieszeni, ale to nie mój telefon. Zresztą swojego nie wyciszałam. Spojrzałam na kierowcę, lecz on podniósł swój telefon i po chwili go opuścił. Znaczyło to, że to nie jego komórka, bo dźwięk nie ustawał.
Zawahałam się, by odwrócić głowę do tyłu, lecz to zrobiłam.
Zauważyłam jakiegoś chłopaka wpatrującego się w rozświetlony ekran komórki. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały szybko się odwróciłam.
Po chwili dźwięk ustał, lecz w autobusie rozległ się męski głos. Był przepełniony złością.
- Harry. – myślę, że właśnie się przedstawił. - .. tak już jadę.. co ?.. Nie .. właśnie zmieniłem plany... tak tam gdzie zawsze, bynajmniej tak myślę...zadzwonię jutro.
Usłyszałam szmer. Nim zdążyłam zapanować nad swoją ciekawością odwróciłam głowę. Chłopak szedł w moją stronę, znaczy na przody autobusu. Dopiero teraz zauważyłam jaki jest wysoki i postawny. Dzięki opinającego jego ciało t-shirtowi, mogłam dostrzec jak umięśnioną miał klatę. Już wyobrażałam go sobie jak bez koszulki spaceruje brzegiem oceanu. Mniam. Wracając do przystojniaka, miał śliczne kręcone, brązowe włosy. Były w, jak mniemam, ułożony w „artystyczny nieład”. Po chwili zauważyłam jak wpatruje się we mnie swoimi zielonymi oczami. Poczułam jak zaczynają piec mnie policzki. Szybko się odwróciłam. Zaczęłam przypatrywać się przez okno niebu. Dziś pełnia.
Po chwili moje zmysły opanował wspaniały zapach. Męskie perfumy zmieszane z dymem papierosowym. Nienawidziłam zapachu dymu, ale wraz z perfumami pachniał bosko. Odwróciłam głowę w drugą stronę.
Moje oczy powiększyły się do nienaturalnie dużych rozmiarów kiedy zobaczyłam, że loczek siedzi tuż obok mnie. Kiedy zobaczył moją minę zaśmiał się lekko pod nosem.
- Witaj, jestem Harry. Harry Styles. – dodał po chwili. A mi zaczęło coś świtać. Gdzieś słyszałam to nazwisko, jestem tego w stu procentach pewna, ale nie byłam w stanie przypomnieć sobie gdzie.
- Jennifer Flume. – uścisnęłam jego dłoń którą do mnie skierował. Jego dłonie były szalenie miękkie i ciepłe.
Dopiero teraz do mojej głowy wpadła myśl „czego ten przystojniak ode mnie chce ?!”.
Odpędziłam ją wystarczająco szybko. Bynajmniej tak mi się zdaje.
- Gdzie jedziesz, o tak późnej porze ? – spytał badając bystrymi oczami moją twarz.
- Do domu. – ucięłam krótko – A ty gdzie zmierzasz ?
- Zaskoczę Cię, również do domu. – uśmiechnęłam się ciepło. – Niech zgadnę, wysiądziesz na końcowym – co ?! skąd on to wiedział ?! – ja też. – uśmiechnął się ślicznie a moje serce szybciej zabiło.
- Skąd ty wiesz gdzie wysiadam ?! – uniosłam brwi w górę.
- Niedawno przeprowadziłem się w tamte okolice, zdążyłem Cię dostrzec. Nie było trudno, bo to chyba nie możliwe by nie dostrzec takiej ślicznotki. – policzki ! policzki !
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc nie odpowiedziałam nic.
Harry po chwili zdjął swoją koszulkę, pozostając w samym białym t-shircie.
- Nie za gorąco Ci ? – spytałam. Zauważyłam tatuaże na jego rękach, zaczęłam się im przyglądać.
- Mam ich o wiele więcej. – powiedział, uprzedzając moje pytania, - I wcale nie bolały kiedy je robiłem. – uśmiechnął się.
- wiem że to nie boli, sama mam parę. – podwinęłam rękaw kurtki pokazując mu napis na nadgarstku „hope.”
- śliczny. – rzucił nie odrywając od niego wzroku. Przejechał po nim palcem. – Mam nadzieję, że nadarzy się okazja, byś mi o nim co nie co opowiedziała. – uśmiechnął się i wstał. Spojrzałam przez okno. To już końcowy. Ups. Również się podniosłam i skierowałam w stronę wyjścia.
Moje ciało owiał chłód. Zauważyłam, że Harry stoi tuż obok mnie. Za blisko, za blisko.
Po krótkim spacerze, znaleźliśmy się pod drzwiami do mojego domu.
- Żegnaj Harry, miło było Cię poznać. – rzuciłam i pociągnęłam za klamkę.
Chłopak zrobił krok w moją stronę. Zobaczyłam, że jego oczy pociemniały.
Nasze ciała się styknęły.
A raczej to Harry przyparł mnie plecami do drzwi.
Czułam jego oddech na twarzy. Poczułam mrowienie w brzuchu. Miałam ochotę zemdleć. Z bliska był jeszcze piękniejszy. Jego wzrok wędrował między moimi wargami, a oczami. Przymknął oczy i wpił się w moje usta. Czułam jak rozkosz rozchodzi się po moim ciele. Jego język prosił o pozwolenie na wejście w głąb moich ust. Nim zdążyłam się zastanowić, już jego język walczył z moim o przywództwo. Nieoczekiwanie Harry rozłączył nasze usta, lecz nie odsunął się ani o krok.
-Teraz jesteś moja.
Rzucił i odszedł.
Stałam tak w osłupieniu jakieś piętnaście minut.
W końcu, z wielkim trudem, weszłam do ciepłego wnętrza domu. Zamknęłam drzwi na klucz i zdjęłam z siebie płaszcz. Zaczęłam iść w stronę schodów prowadzących na piętro. Po drodze zrzuciłam buty. Kiedy dotarłam do pokoju postanowiłam wziąć prysznic.
Ciepłe krople ukoiły moje ciało i momentalnie odechciało mi się spać.
Wyszłam z kabiny i założyłam bieliznę. Wyszłam z łazienki. W pokoju włączyłam muzykę i zaczęłam tańczyć. Nigdy tego nie robiłam, ale dzisiejszy wieczór i tak był zwariowany.
Kiedy piosenka się skończyła włożyłam na siebie koszulkę sięgającą do kolan i położyłam się do łóżka.
Nim zdążyłam przykryć się kołdrą usłyszałam dźwięk SMS.
Spojrzałam na wyświetlacz, jakiś numer. Otworzyłam wiadomość, zaczęłam czytać:
„Hej, ślicznie tańczysz.
Znakomity pokaz, czekam na więcej.
Pamiętaj, że jesteś moja.
Harry.
xoxo śpij dobrze”
Czekaj, czekaj skąd ona ma mój numer ?! Nie wiem, ale chyba lepiej jak zapisze sobie jego.
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
Kto to ..?
Jest już po północy.
Chwyciłam kij bejsbolowy i małą latarkę.
Po cichu zeszłam na dół i zbliżyłam się do drzwi. Stanęłam na palcach i wyjrzałam przez wizjer.
To Harry. Super.
- Czego chcesz ? – krzyknęłam nie otwierając drzwi.
- Żebyś mnie wpuściła. – odpowiedział.
- Po co ?
- Chcę Cię zobaczyć.
- Harry jest już późno.
- Jak nie wpuścisz mnie drzwiami, to wejdę oknem, ale myślę że będziesz musiała kupić nowe. –oczami wyobraźni widziałam jak się uśmiecha.
- To powodzenia. Pa Harry. Dobranoc.
- Idź do łóżka, zaraz do Ciebie dołączę.
Nie wierzyłam mu. Wróciłam do sypialni. Po cichu włączyłam radio.
Po jakiś dziesięciu minutach drzwi pokoju się otworzyły, a do środka wszedł Harry. Postanowiłam zachować zimną krew, oraz nie pokazywać zdziwienia.
- Które okno wybiłeś ? – zapytałam oschle.
- Żadne, wiem gdzie trzymasz klucz zapasowy. – pomachał mi nim przed twarzą. Dupek.
- Super, a teraz wytłumacz mi po co tu przyszedłeś.
Znakomity pokaz, czekam na więcej.
Pamiętaj, że jesteś moja.
Harry.
xoxo śpij dobrze”
Czekaj, czekaj skąd ona ma mój numer ?! Nie wiem, ale chyba lepiej jak zapisze sobie jego.
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
Kto to ..?
Jest już po północy.
Chwyciłam kij bejsbolowy i małą latarkę.
Po cichu zeszłam na dół i zbliżyłam się do drzwi. Stanęłam na palcach i wyjrzałam przez wizjer.
To Harry. Super.
- Czego chcesz ? – krzyknęłam nie otwierając drzwi.
- Żebyś mnie wpuściła. – odpowiedział.
- Po co ?
- Chcę Cię zobaczyć.
- Harry jest już późno.
- Jak nie wpuścisz mnie drzwiami, to wejdę oknem, ale myślę że będziesz musiała kupić nowe. –oczami wyobraźni widziałam jak się uśmiecha.
- To powodzenia. Pa Harry. Dobranoc.
- Idź do łóżka, zaraz do Ciebie dołączę.
Nie wierzyłam mu. Wróciłam do sypialni. Po cichu włączyłam radio.
Po jakiś dziesięciu minutach drzwi pokoju się otworzyły, a do środka wszedł Harry. Postanowiłam zachować zimną krew, oraz nie pokazywać zdziwienia.
- Które okno wybiłeś ? – zapytałam oschle.
- Żadne, wiem gdzie trzymasz klucz zapasowy. – pomachał mi nim przed twarzą. Dupek.
- Super, a teraz wytłumacz mi po co tu przyszedłeś.
- Po Ciebie.
- Przepraszam nie rozumiem.
- Pakuj się, przeprowadzasz się do mnie.
Zaśmiałam się. – No chyba nie.
- Więc wolisz umrzeć ?
- Co ? Zabijesz mnie jeśli z tobą nie pójdę ? – zaśmiałam się po raz kolejny.
- Twój brat już zginął. – zerwałam się na równe nogi i dałam mu siarczystego policzka.
- Nie kłam ! – krzyknęłam.
- Niestety, chciałbym by to była nie prawda. Przykro mi. Teraz chcą zabić Ciebie. Uprzedzę twoje pytanie. Dlaczego ? Dlatego, że Twój ojciec nie spłacił długów.
- Jak to ? Nic nie rozumiem.. Już wiem ! To musi być sen !
- Jennifer przykro mi.
- Idź już.
- Proszę Cię, chodź.
- Nigdzie nie idę.
- Jennifer proszę .. – jego oczy się zaszkliły, bynajmniej tak mi się wydawało.
Wstałam i założyłam rurki przewieszone przez krzesło.
- Na ile mam stąd zniknąć ?
- Stąd na zawsze.
- To pomóż mi się pakować, choć raz się przydaj.
**oczami Harrego**
Tak ! Udało mi się ją przekonać. Ale chyba nadal mi nie wierzy. Super ! Mogę się założyć, że uważa mnie za dupka. Nie dziwie się jej. Ale przy niej.. Tętno wzrasta, serce szaleje, a w głowie panuje chaos. To jakbym się zakochał ? Nie, nie mogę !
Rzuciła we mnie torbą, a ręką wskazała komodę stojącą w rogu, szczerze mówiąc nie zauważyłem jej wcześniej.
- Spakuj do torby wszystko co tam jest.
Nie umiałem jej odmówić. Postanowiłem teraz będę dla niej szorstki. Koniec.
***
Jennifer usnęła w drodze do nowego domu. Tak śliczne wyglądała, włosy kaskadami opadały jej na ramiona. Rzęsy miała bardzo długie, a usta pełne i różowe.
*oczami Jenniefer*
Ze snu wyrwał mnie męski, ciepły głos.
- Jennifer, kochanie wstawaj ..-kochanie ?! Co ?! Natychmiast otworzyłam oczy.
- Nie mów do mnie kochanie.
- Będę mówił tak jak chcę.
- Nie będziesz !
- Będę. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz stracić swoje życie maleńka.
Zaparło mi dech w piersiach. Żyje na świecie już 20 lat, a nie spotkałam nikogo takiego.
Harry wysiadł, chciałam zrobić to samo. Złapałam za klamkę. Zamknięte. Będzie mnie więził ?
Brunet otworzył mi drzwi i wyciągnął ku mnie rękę chcąc pomóc mi wysiąść.
Zignorowałam ją. Chciałam udać się w stronę bagażnika, żeby wyciągnąć z niego swoje rzeczy, lecz chłopak złapał mnie za nadgarstek i do siebie przyciągnął.
- Nie pogrywaj ze mną. – rzekł groźnie wprost do mojego ucha. Poczułam dreszcze.
Cholera. W co ja się wkopałam.
- Przepraszam nie rozumiem.
- Pakuj się, przeprowadzasz się do mnie.
Zaśmiałam się. – No chyba nie.
- Więc wolisz umrzeć ?
- Co ? Zabijesz mnie jeśli z tobą nie pójdę ? – zaśmiałam się po raz kolejny.
- Twój brat już zginął. – zerwałam się na równe nogi i dałam mu siarczystego policzka.
- Nie kłam ! – krzyknęłam.
- Niestety, chciałbym by to była nie prawda. Przykro mi. Teraz chcą zabić Ciebie. Uprzedzę twoje pytanie. Dlaczego ? Dlatego, że Twój ojciec nie spłacił długów.
- Jak to ? Nic nie rozumiem.. Już wiem ! To musi być sen !
- Jennifer przykro mi.
- Idź już.
- Proszę Cię, chodź.
- Nigdzie nie idę.
- Jennifer proszę .. – jego oczy się zaszkliły, bynajmniej tak mi się wydawało.
Wstałam i założyłam rurki przewieszone przez krzesło.
- Na ile mam stąd zniknąć ?
- Stąd na zawsze.
- To pomóż mi się pakować, choć raz się przydaj.
**oczami Harrego**
Tak ! Udało mi się ją przekonać. Ale chyba nadal mi nie wierzy. Super ! Mogę się założyć, że uważa mnie za dupka. Nie dziwie się jej. Ale przy niej.. Tętno wzrasta, serce szaleje, a w głowie panuje chaos. To jakbym się zakochał ? Nie, nie mogę !
Rzuciła we mnie torbą, a ręką wskazała komodę stojącą w rogu, szczerze mówiąc nie zauważyłem jej wcześniej.
- Spakuj do torby wszystko co tam jest.
Nie umiałem jej odmówić. Postanowiłem teraz będę dla niej szorstki. Koniec.
***
Jennifer usnęła w drodze do nowego domu. Tak śliczne wyglądała, włosy kaskadami opadały jej na ramiona. Rzęsy miała bardzo długie, a usta pełne i różowe.
*oczami Jenniefer*
Ze snu wyrwał mnie męski, ciepły głos.
- Jennifer, kochanie wstawaj ..-kochanie ?! Co ?! Natychmiast otworzyłam oczy.
- Nie mów do mnie kochanie.
- Będę mówił tak jak chcę.
- Nie będziesz !
- Będę. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz stracić swoje życie maleńka.
Zaparło mi dech w piersiach. Żyje na świecie już 20 lat, a nie spotkałam nikogo takiego.
Harry wysiadł, chciałam zrobić to samo. Złapałam za klamkę. Zamknięte. Będzie mnie więził ?
Brunet otworzył mi drzwi i wyciągnął ku mnie rękę chcąc pomóc mi wysiąść.
Zignorowałam ją. Chciałam udać się w stronę bagażnika, żeby wyciągnąć z niego swoje rzeczy, lecz chłopak złapał mnie za nadgarstek i do siebie przyciągnął.
- Nie pogrywaj ze mną. – rzekł groźnie wprost do mojego ucha. Poczułam dreszcze.
Cholera. W co ja się wkopałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)