Siedziałam jedząc obiad. Harry był w pracy. Ktoś zapukał do drzwi. Odłożyłam talerz do zlewu i poszłam otworzyć drzwi.
Szybko otworzyłam drewnianą płytę i zobaczyłam zapłakaną Perrie.
- Jejku kochanie co Ci się stało. - objęłam ją ramieniem i wciągnęłam do środka, nogą popchnęłam drzwi a Perrie wprowadziłam do salonu. - Usiądź i mów co się stało !
- B..bo Z..Zayn - chlipnęła i ukryła twarz w dłoniach.
- Hej, spokojnie malutka. - otarła łzy i zaczęła od nowa.
- Bo Zayn mnie zdradza. - wykrzyczała na jednym wydechu.
- Co...
- Widziałam go z Elizabeth, całowali się przed kawiarnią. Powiedział, że idzie na spotkanie służbowe, a spotkał się z tą .. suką. Mieliśmy się tam spotkać po jego spotkaniu, przyjechałam trochę wcześniej żeby napić się kawy, a zobaczyłam ich i ..
- Co zrobiłaś ?!
- Przyjechałam tu, nie podeszłam do nich, uciekłam. - spojrzała na mnie wielkimi oczami - Zayn dzwoni. - pokazała mi telefon.
- Daj ja odbiorę. - chwyciłam telefon i wybiegłam do kuchni. - halo - przyłożyłam telefon do ucha.
- Perrie ? - zapytał męski głos po drugiej stronie.
- Jennifer, Perrie do mnie przyszła, rozmawia z Danielle przez mój telefon. Wszystko z nią okey.
- Um.. a nie wiesz dlaczego nie przyszła na spotkanie ze mną? - zapytał podejrzliwie. Zastanawiałam się szybko nad jakąś wymówką.
- Byłam w mieście, spotkałam ją po drodze, przyjechała ze mną, mówiła że wysłała do Ciebie SMS'a.
- Ciekawe..bo ja nic nie dostałem ! - podwyższył głos. No chyba oszalał, że będzie na mnie krzyczał.
- Jak chcesz to przyjedź i nie krzycz na mnie ! - krzyknęłam i się rozłączyłam.
Wróciłam do pokoju, Perrie siedziała na kanapie i popijała wodę, którą wcześniej ułożyłam na stoliku.
- I co ? - spytała łamiącym się głosem.
- Pytał czemu nie dotarłaś na spotkanie, skłamałam że byłam w mieście i zabrałam Cię po drodze. Potem zapytał dlaczego go nie zawiadomiłaś, powiedziałam że wysyłałaś SMS'a, a on się na mnie wydarł że nic nie dostał, więc również podwyższonym głosem odpowiedziałam, że jeśli chce to może przyjechać.
Perrie spojrzała na mnie przerażona.
-Co ?! - pisnęła.
- Spokojnie, nie dam mu nic Ci zrobić, lub choćby podwyższyć na Ciebie głosu.
Uśmiechnęła się smutno. W domu rozległo się pukanie. Perrie podskoczyła w miejscu.
- Spokojnie to na pewno Harry. - Ruszyłam do drzwi. Tak, był to Hazz. Przywitałam się z nim soczystym całusem. Stanęłam na palcach i wyszeptałam do ucha chłopakowi całą historię.
- Gnojek. - Skomentował tylko. Weszliśmy do salonu.
- Perrie może się czegoś napijesz ? - zapytał Harry, taki troskliwy i taki mój.
- Dziękuję za troskę. - uśmiechnęła się.
- Perrie..jesteś pewna że to był Zayn.
- No chyba rozpoznała bym swojego chłopaka. - spojrzała na niego jak na debila, co mnie trochę rozśmieszyło. Powstrzymałam się od śmiechu, bo było by to niekulturalne. W domu rozległo się pukanie. Harry wstał z fotela lecz powstrzymałam go ręką.
- Ja otworzę. - szybkim krokiem ruszyłam do drzwi, kiedy je otworzyłam Zayn bez słowa wepchał się do środka popychając mnie przy tym boleśnie.
- Ał ! Mógłbyś uważać !
Harry momentalnie zjawił się w drzwiach od salonu.
- Nie wiesz że kobiety się traktuje ostrożnie ? A po drugie to mój dom i nie życzę sobie byś zachowywał się w nim jak typowy cham, więc proszę kulturalnie. Przeproś Jen.
- Obejdzie się - bąknęłam zamykając drzwi.
- Nie, ma Cię przeprosić. - warknął patrząc na Zayna.
- Przepraszam. - Chwycił moja dłoń i pocałował jej zewnętrzną stronę. - Zadowolony ? - bąknął do Harrego.
- Jak dziecko. - uśmiechnął się Harry.
- Gdzie Pezz ? - spytał przenosząc wzrok ze mnie na Harrego i z Harrego na mnie.
- Martwisz się o nią ? - bąknął Harry. Zayn nic nie odpowiedział jakby było to oczywiste. - A martwiłeś się o nią kiedy lizałeś się z Elizabeth ?
- Co ?!
- Myślałeś, że nikt się nie dowie ? Perrie widziała Cię dziś, ja już wiem o tym od dawna, chłopcy też ! Myśleliśmy że zmądrzejesz i zobaczysz ile Perrie dla Ciebie robi i że na prawdę Cię kocha. Ale jak widać ty wolisz laskę, która daje dupy każdemu kto na nią spojrzy. Nie myślałem, że jesteś taki płytki a teraz wyjdź z mojego domu. - Harry miał dość spokojny głos. Zayn patrzył na niego jakoś dziwnie. - Co się patrzysz ? Żegnaj.
Zayn zrobił parę kroków w miejscu po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł trzaskając drzwiami.
Weszłam do salonu. Pezz siedziała tempo patrząc w przestrzeń.
- Pezz ?
- Chcę iść spać, położyć się.
- To chodź zaprowadzę Cię do gościnnego. - Zaprowadziłam blondynkę do jednego z pokoi i wróciłam do Harrego. Zjedliśmy kolację i również udaliśmy się spać.
piątek, 27 grudnia 2013
rozdział 11
środa, 25 grudnia 2013
Rozdział 10
Przez następny tydzień żyliśmy jak standardowa zakochana para, jak w jakimś romansidle. Ciągle szeptaliśmy sobie do ucha czułe słówka, przytulaliśmy się do siebie i robiliśmy to w czym Harry jest najlepszy.
Pewnego wieczoru siedzieliśmy na tarasie wtuleni w siebie. Gadaliśmy o jakiś pierdołach. Jak to bardzo się kochamy, jak będzie wyglądać nasza przyszłość.
- Zawsze marzyłem by mieć swoją małą gromadkę dzieci. - pocałował mnie w czubek głowy - Co o tym sądzisz ?
- Ale nie teraz. - odwróciłam się do niego z uśmiechem. - Harry nigdy nie opowiadałeś mi o swojej przeszłości. - wróciłam do poprzedniej pozycji, kładąc głowę na jego torsie. Poczułam, że jego serce zaczęło szybciej bić.
- Bo nie chcesz o niej słuchać. - uciął krótko, nie miałam zamiaru odpuścić.
- A właśnie że chcę. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Nie nie chcesz ! - krzyknął. Widziałam jak zacisnął pięści, jego knykcie szybko zrobiły się białe.
- Skąd wiesz ?! Nawet nie zapytałeś.-krzyknęłam, skoro on na mnie podnosi głos, ja podniosę go na niego.
- Wiem jak zareagujesz. Nie chcę Cię znów stracić, bo tym razem byś już nie wróciła. Boisz się mnie, ale tylko troszkę, ale i tak już za bardzo. I nie sprzeczaj się ze mną, bo inaczej pogadamy.
Wstał i wszedł do domu. Taaaak jaki miły wieczór.
Było już późno, postanowiłam pójść spać. Po szybkim prysznicu cała moja chęć położenia się do łóżka odpłynęła. Podążyłam do salony, złapałam jakiś koc i rozłożyłam się na kanapie. Włączyłam jakiś program. Szczerze mówiąc nie za bardzo interesowała mnie jego treść. Leżałam tempo wlepiając wzrok w ekran. Rozmyślałam o Harrym. W końcu powieki stawały się coraz cięższe, a moja ochota przedostania się na łóżko coraz mniejsza. Nim się zorientowałam pogrążyłam się w krainie snów.
Na mojej twarzy spoczywały drażniące promienie słoneczne, natomiast czyjaś dłoń uporczywie głaskała mój policzek. Mruknęłam niezadowolona. W odpowiedzi usłyszałam cichy chichot Harrego. Od razu poczułam to dziwne uczucie w dole kręgosłupa. Z wielkim wysiłkiem uchyliłam powieki. Od razu ujrzałam siedzącego po turecku Harrego. Chyba dopiero co wstał, bo miał strasznie poburzone włosy i miał na sobie tylko bokserki. Wyglądał ślicznie. Wpatrywałam się w jego tatuaże ozdabiające tors i ramiona. Po chwili mój wzrok powędrował ku górze, na jego twarz. Miał lekko uśmiechnięte, różowe usta. Jego oczy miały intensywną zieloną barwę. Dopiero po paru chwilach zauważyłam że się we mnie wpatruje. Potrząsnęłam głową próbując rozwiać myśli. Uśmiechnęłam się lekko i zaspanym głosem rzuciłam
- Hej
- Hej - odpowiedział.
- Hej - powtórzyłam.
- Jak się spało ? - spytał i chwycił moją dłoń.
- Nawet dobrze, choć w nocy strasznie się kręciłeś. - rozchylił wargi w uśmiechu co nie często się zdarzało.
- Przepraszam - uśmiech odpłynął gdzieś daleko, a czar prysł. - Jesteś na mnie zła. - stwierdził.
- To było stwierdzenie czy pytanie ? - uniosłam jedną z brwi.
- Raczej stwierdzenie. - odparł skanując wzrokiem moją twarz. Poprawiłam pozycję i zaczęłam znów.
- Więc jest ono błędne.
- Kłamiesz. - prychnął i wstał.
- Niby po co bym miała ? - spojrzał na mnie i stał chwilę w ciszy po czym wyszedł z pokoju. Nie rozumiem tego człowieka.
Wstałam z łóżka chwyciłam jakieś ciuchy i ruszyłam do łazienki. Wzięłam gorący prysznic i się przebrałam. Mój brzuch dał znać o swoim istnieniu. Zeszłam na dół, w kuchni siedział loczek i pożerał swoją porcję.
- Smacznego. - rzuciłam.
- Dziękuję, swoją porcję masz na patelni. - wskazał widelcem w stronę kuchenki.
- Dziękuję... kochanie - dodałam, podbiegłam do niego i podarowałam mu całusa w policzek.
- Więc może nie jesteś zła..jednak.
- Mówiłam - uśmiechnęłam się- dziękuję za śniadanie. - podeszłam do patelni i nałożyłam na talerz solidną porcję jajecznicy. Chwyciłam sztućce i usiadłam na przeciw niego.
- Smacznego maleńka. - puścił mi oczko a ja połknęłam pierwszy kęs śniadania.
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Rozdział 9
Wróciłem do domu. Jen nie było. Wiedziałem, że tak to się skończy. Nie potrafiłem kochać, dać komuś czułości, ciepła czy choćby bezpieczeństwa. Żałowałem, że ją straciłem. W prawdzie po raz pierwszy w życiu żałowałem, że kogoś straciłem. Bolało ? Sam nie wiem.
Jej nieobecność była uciążliwa. W domu panowała cisza, nie miałem się do kogo odezwać, nie miałem kogo przytulić. Nie miałem nic. Może po nią jechać ? Nie. Jeszcze pomyśli, że mi zależy. - zaśmiałem się sam do siebie. Mam nadzieję, że sama wróci.
*oczami Jennifer*
Muszę jakoś oddać mu te cholerne kluczyki. Po co je w ogóle wzięłam ?! Mogłam się przespacerować ze stosem bagaży.
Pojadę do niego i osobiście oddam mu te kluczyki.
Przebrałam się w jakieś porządne ciuchy i ruszyłam.
Po niedługim czasie zaczęłam rozpoznawać okolicę. Chwilę później zaparkowałam samochód na podjeździe i powoli zbliżałam się do drzwi. Stałam przed nimi parę chwil nim odważyłam się zapukać. Przez długi czas nikt nie otwierał, kiedy szykowałam się do "ucieczki" usłyszałam zgrzyt zamka i drewniana powłoka rozchyliła się ukazując obojętną twarz Harrego. Chwilę mi się przyglądał, a w jego oczach rozpromieniała piękna zieleń, natomiast wyraz twarzy się nie zmienił.Sama nie wiedziałam jak to odebrać. Wyjęłam przed siebie dłoń na której leżały kluczyki. Hazz od razu je zabrał i schował do kieszeni. Odwróciłam się na pięcie w chęci powrotu do domu, lecz zatrzymała mnie dłoń loczka ułożona na moim ramieniu. zaciekawieniem odwróciłam się.
- Chyba nie masz zamiaru wracać na piechotę, podwiozę Cię ! - rzucił przeczesując włosy.
- Ale..-przerwał mi swoim aksamitnym głosem.
- Nie protestuj, daj mi choć tak Cię w pewien sposób uszczęśliwić.
Patrzyłam na niego zmieszana. Jak ja mam to odebrać ?!
- No co się tak patrzysz ? - zaśmiał się gardłowo - masz parę możliwości. Pierwsza odwożę Cię pod same drzwi, druga idziesz na piechotę, na co nie pozwolę, a trzecia zostajesz ze mną i prowadzimy życie dalej, razem, szczęśliwi.
- Tobie pozostawię tę decyzję. - wykrztusiłam po długiej pauzie.
- Więc, jakby to powiedzieć, powierzasz mi swój los w me skromne rączki ? - spytał ukazując małe dołeczki.
- powiedzmy. - rzuciłam, znałam odpowiedź.
- Więc wybieram dla Ciebie opcję trzecią maleńka. - zbliżył się do mnie i złączył nasze usta.
Droczył się z moim językiem chyba tylko po to by odwrócić moją uwagę od tego co robi. Ujął moje nogi, zmuszając mnie bym ułożyła je na jego tali, podniósł mnie i niósł w głąb domu. Już domyślałam się jak to się skończy.
Weszliśmy do dobrze mi już znanej sypialni Harrego. Posadził mnie na łóżku i przeciągle się uśmiechnął.
- Rozbieraj się mała, będzie szybciej. - w jego oczach błysnęło pożądanie.
- Hazz, chciała bym najpierw wziąć prysznic. - skrzywiłam się.
- To zapraszam do łazienki. - cmoknął mnie w policzek i ruszył w samej bieliźnie w stronę prysznica.
Zrzuciłam spodnie i t-shirt po czym podążyłam w jego ślady.
-Ściągaj to maleńka !
- O nie nie ! Ty pierwszy !
-Damą się ustępuje.
- Nie jestem damą.
- No nie, księżniczką raczej, maleńka.
- Nie drocz się ze mną !
- Nie droczę ! - zaśmiał się w głos.
- Na trzy cztery, w takim razie.
- Ale ja mam tylko jedną rzecz do ściągnięcia - podbiegł do mnie i nim spostrzegłam mój stanik leżał na podłodze. Instynktownie zakryłam gołą klatkę.
- Kochana nie raz cię widziałem ! - zaśmiał się ponownie.
- Ale..um..- powoli odsunęłam rękę i spuściłam ja wzdłuż ciała.
- No to dajemy ! Trzy czte-ry ! - krzyknął i pozbyliśmy się naszej bielizny.
Staliśmy na przeciw siebie jak nas Bóg stworzył,lecz mimo to nadal wpatrywaliśmy się sobie tylko i wyłącznie w oczy. Po dłuższej chwili stanie na zimnej posadzce, zaczęło mi się robić zimno. Harry szybko to zauważył. Zbliżył się do mnie i złapał moją dłoń.
- Chodź.
Weszliśmy do kabiny, Hazz zwinnie przekręcił czerwony kurek. Jedną ręką sprawnie mnie do siebie przyciągnął wprost pod cieplutki strumień wody.
- Umyję Cię maleńka, pewnie jesteś zmęczona.
Chwycił butelkę z płynem pod prysznic. Nalał trochę na jedną ze swoich dłoni i odłożył butelkę na miejsce. Pocierając dłonią o dłoń stworzył trochę piany. Poziomkowy zapach rozległ się w kabinie.
Swoimi sprawnymi dłońmi zaczął powoli wcierać w moją skórę pianę. Zaczął od pleców, potem zajął się szyją, ramionami, dłońmi. Następnie przerzucił swoje dłonie na mój brzuch i piersi. Kiedy skończył przykucnął i zajął się moimi nogami, po czym chwycił słuchawkę prysznica i spłukał nią ze mnie pianę. Po chwili przyciągnął mnie do siebie i mocno ścisnął. Zębami przygryzał płatek mojego ucha, a rękami błądził po moim ciele. W dole pleców czułam naciskającą na mnie jego twardniejącą męskość. Odwróciłam się i stanęłam na palcach.
- Chodź na łóżko..
- Tacy mokrzy ?
- Przeszkadza ?
- Szalona - wpił się w moje usta. Wziął mnie za ręce i zaniósł na łóżko. Spojrzał mi prosto w oczy zajmując pozycję nade mną.- Tęskniłem - zaczął.
- Ja również.. I chcę Ci coś powiedzieć.
- Ja Tobie również... -uśmiechnął się smutno - na trzy cztery ?
- Okey
- Trzy czte-ry !!
- Kocham Cię - wykrzyknęliśmy w tym samym momencie. Wow, sama się nie spodziewałam.
CDN.
piątek, 6 grudnia 2013
Rozdział 8
Leżałam na łóżku wraz z Harrym wtulona w jego tors. Wsłuchiwałam się w pracę jego serca. Nasze oddechy były tak odmienne. Jego równy i spokojny, mój szybki i urywany.
Był środek nocy. Nie mogłam spać, lecz Harry nie miał z tym problemu.
Myślałam. O wszystkim. O mnie, o nim, o nas. O tym co do niego czuję, o tym czy on coś do mnie czuje.
Odkąd wyszedł ze szpitala zrobił się inny. Gadałam z Zaynem, lecz ten powiedział że nie wie co mu się stało. Taką samą odpowiedź dostałam od Louisa, Liama i Naillera. Byłam od tego czasu przybita, lecz Hazz nie zwrócił na to uwagi. Miałam wrażenie, że jestem mu potrzebna tylko do jednego. Kiedy ostatnio zwróciłam mu na to uwagę, powiedział że jak mi nie pasuję mogę odejść.
Mówił, że mnie kocha...
I co?
Odwidziało mu się ?
Znudziłam się?
Hugh... Muszę z nim porozmawiać.
*następnego ranka*
-Jennifer..-ktoś szturchnął mnie w ramię- Jenn..!
- Um.. - mruknęłam nie chcąc otwierać oczu.
- Wstawaj mała... - Hazz. Ech..
Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku na przeciw niego.
- Harry..musimy porozmawiać.
- okey..-rzucił niepewnie.
- Tylko nie złość się na mnie.. - skinął głową, a ja uznałam że to czas by zacząć - Odkąd wyszedłeś ze szpitala już nie jesteś sobą. Nie wiem.. Czy ja Ci coś zrobiłam? Powiedziałeś, że mnie kochasz..i co odwidziało Ci się czy może się znudziłam? Czuję się jak zabawka. Czuję, że jestem potrzebna tylko do jednego. Wiesz co... Powiedz mi prawdę... Jedno słowo, wstaję biorę torby, wychodzę. Kocham Cię, ale ranisz mnie... Nie mogę już tak dłużej, proszę zrozum..-zimne łzy zaczęły spływać powoli po moich rozgrzanych policzkach.
Siedzieliśmy w ciszy już jakieś 15 minut wpatrując się nawzajem prosto w oczy.
-Jennifer... - przeczesał ręką włosy - Ja..um...ja po prostu nie wiem czy jestem w stanie okazać Ci jakiekolwiek uczucie w taki sposób jaki pragniesz. Przepraszam, ale nie oczekuj ode mnie tego czego nie jestem w stanie Ci dać. Chcę podarować Ci miłość, szczęście, zadowolenie, ale nie potrafię. Jeśli Cię zawiodłem, przepraszam, ale wiedz że się staram. Chociaż nie wiem czy coś do Ciebie czuję, przepraszam... - złożył lekki pocałunek na moich ustach i wyszedł.
Rozumiem.
Wstałam, wzięłam jakieś ciuchy i się przebrałam. Z dołu szafy wyjęłam torby z którymi tu przyjechałam. Ze łzami w oczach pakowałam kolejne bluzki, topy i kurtki. Po jakimś czasie w garderobie pozostały tylko ciuchy które podarował mi Harry.
Z torbami zeszłam na dół. Zajrzałam do salonu. Znalazłam na stole kartkę i kluczyki.
"Jeśli chcesz jedź samochodem do domu, kluczyki odeślij pocztą. Harry xx."
Och..jaki troskliwy.. Miałam ochotę jak najszybciej wrócić do domu.
*po 2 godzinach*
Zaparkowałam samochód pod domem. Zaśmiałam się pod nosem przypominając sobie jakim sposobem zwabił mnie do siebie.
Otworzyłam drewnianą płytę i popchnęłam ją do środka. Cicho zaskrzypiała. Weszłam do środka i rzuciłam torby w kąt. Weszłam do salonu i opadłam na kanapę. Dopiero w tym momencie uświadomiłam sobie co zrobiłam.
Po raz pierwszy pomyślałam by wrócić do mojego starego nawyku...
Przez następny tydzień próbowałam o nim zapomnieć ale nie mogłam. Nie potrafiłam. Chyba na prawdę się zakochałam...