Siedziałam jedząc obiad. Harry był w pracy. Ktoś zapukał do drzwi. Odłożyłam talerz do zlewu i poszłam otworzyć drzwi.
Szybko otworzyłam drewnianą płytę i zobaczyłam zapłakaną Perrie.
- Jejku kochanie co Ci się stało. - objęłam ją ramieniem i wciągnęłam do środka, nogą popchnęłam drzwi a Perrie wprowadziłam do salonu. - Usiądź i mów co się stało !
- B..bo Z..Zayn - chlipnęła i ukryła twarz w dłoniach.
- Hej, spokojnie malutka. - otarła łzy i zaczęła od nowa.
- Bo Zayn mnie zdradza. - wykrzyczała na jednym wydechu.
- Co...
- Widziałam go z Elizabeth, całowali się przed kawiarnią. Powiedział, że idzie na spotkanie służbowe, a spotkał się z tą .. suką. Mieliśmy się tam spotkać po jego spotkaniu, przyjechałam trochę wcześniej żeby napić się kawy, a zobaczyłam ich i ..
- Co zrobiłaś ?!
- Przyjechałam tu, nie podeszłam do nich, uciekłam. - spojrzała na mnie wielkimi oczami - Zayn dzwoni. - pokazała mi telefon.
- Daj ja odbiorę. - chwyciłam telefon i wybiegłam do kuchni. - halo - przyłożyłam telefon do ucha.
- Perrie ? - zapytał męski głos po drugiej stronie.
- Jennifer, Perrie do mnie przyszła, rozmawia z Danielle przez mój telefon. Wszystko z nią okey.
- Um.. a nie wiesz dlaczego nie przyszła na spotkanie ze mną? - zapytał podejrzliwie. Zastanawiałam się szybko nad jakąś wymówką.
- Byłam w mieście, spotkałam ją po drodze, przyjechała ze mną, mówiła że wysłała do Ciebie SMS'a.
- Ciekawe..bo ja nic nie dostałem ! - podwyższył głos. No chyba oszalał, że będzie na mnie krzyczał.
- Jak chcesz to przyjedź i nie krzycz na mnie ! - krzyknęłam i się rozłączyłam.
Wróciłam do pokoju, Perrie siedziała na kanapie i popijała wodę, którą wcześniej ułożyłam na stoliku.
- I co ? - spytała łamiącym się głosem.
- Pytał czemu nie dotarłaś na spotkanie, skłamałam że byłam w mieście i zabrałam Cię po drodze. Potem zapytał dlaczego go nie zawiadomiłaś, powiedziałam że wysyłałaś SMS'a, a on się na mnie wydarł że nic nie dostał, więc również podwyższonym głosem odpowiedziałam, że jeśli chce to może przyjechać.
Perrie spojrzała na mnie przerażona.
-Co ?! - pisnęła.
- Spokojnie, nie dam mu nic Ci zrobić, lub choćby podwyższyć na Ciebie głosu.
Uśmiechnęła się smutno. W domu rozległo się pukanie. Perrie podskoczyła w miejscu.
- Spokojnie to na pewno Harry. - Ruszyłam do drzwi. Tak, był to Hazz. Przywitałam się z nim soczystym całusem. Stanęłam na palcach i wyszeptałam do ucha chłopakowi całą historię.
- Gnojek. - Skomentował tylko. Weszliśmy do salonu.
- Perrie może się czegoś napijesz ? - zapytał Harry, taki troskliwy i taki mój.
- Dziękuję za troskę. - uśmiechnęła się.
- Perrie..jesteś pewna że to był Zayn.
- No chyba rozpoznała bym swojego chłopaka. - spojrzała na niego jak na debila, co mnie trochę rozśmieszyło. Powstrzymałam się od śmiechu, bo było by to niekulturalne. W domu rozległo się pukanie. Harry wstał z fotela lecz powstrzymałam go ręką.
- Ja otworzę. - szybkim krokiem ruszyłam do drzwi, kiedy je otworzyłam Zayn bez słowa wepchał się do środka popychając mnie przy tym boleśnie.
- Ał ! Mógłbyś uważać !
Harry momentalnie zjawił się w drzwiach od salonu.
- Nie wiesz że kobiety się traktuje ostrożnie ? A po drugie to mój dom i nie życzę sobie byś zachowywał się w nim jak typowy cham, więc proszę kulturalnie. Przeproś Jen.
- Obejdzie się - bąknęłam zamykając drzwi.
- Nie, ma Cię przeprosić. - warknął patrząc na Zayna.
- Przepraszam. - Chwycił moja dłoń i pocałował jej zewnętrzną stronę. - Zadowolony ? - bąknął do Harrego.
- Jak dziecko. - uśmiechnął się Harry.
- Gdzie Pezz ? - spytał przenosząc wzrok ze mnie na Harrego i z Harrego na mnie.
- Martwisz się o nią ? - bąknął Harry. Zayn nic nie odpowiedział jakby było to oczywiste. - A martwiłeś się o nią kiedy lizałeś się z Elizabeth ?
- Co ?!
- Myślałeś, że nikt się nie dowie ? Perrie widziała Cię dziś, ja już wiem o tym od dawna, chłopcy też ! Myśleliśmy że zmądrzejesz i zobaczysz ile Perrie dla Ciebie robi i że na prawdę Cię kocha. Ale jak widać ty wolisz laskę, która daje dupy każdemu kto na nią spojrzy. Nie myślałem, że jesteś taki płytki a teraz wyjdź z mojego domu. - Harry miał dość spokojny głos. Zayn patrzył na niego jakoś dziwnie. - Co się patrzysz ? Żegnaj.
Zayn zrobił parę kroków w miejscu po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł trzaskając drzwiami.
Weszłam do salonu. Pezz siedziała tempo patrząc w przestrzeń.
- Pezz ?
- Chcę iść spać, położyć się.
- To chodź zaprowadzę Cię do gościnnego. - Zaprowadziłam blondynkę do jednego z pokoi i wróciłam do Harrego. Zjedliśmy kolację i również udaliśmy się spać.
piątek, 27 grudnia 2013
rozdział 11
środa, 25 grudnia 2013
Rozdział 10
Przez następny tydzień żyliśmy jak standardowa zakochana para, jak w jakimś romansidle. Ciągle szeptaliśmy sobie do ucha czułe słówka, przytulaliśmy się do siebie i robiliśmy to w czym Harry jest najlepszy.
Pewnego wieczoru siedzieliśmy na tarasie wtuleni w siebie. Gadaliśmy o jakiś pierdołach. Jak to bardzo się kochamy, jak będzie wyglądać nasza przyszłość.
- Zawsze marzyłem by mieć swoją małą gromadkę dzieci. - pocałował mnie w czubek głowy - Co o tym sądzisz ?
- Ale nie teraz. - odwróciłam się do niego z uśmiechem. - Harry nigdy nie opowiadałeś mi o swojej przeszłości. - wróciłam do poprzedniej pozycji, kładąc głowę na jego torsie. Poczułam, że jego serce zaczęło szybciej bić.
- Bo nie chcesz o niej słuchać. - uciął krótko, nie miałam zamiaru odpuścić.
- A właśnie że chcę. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Nie nie chcesz ! - krzyknął. Widziałam jak zacisnął pięści, jego knykcie szybko zrobiły się białe.
- Skąd wiesz ?! Nawet nie zapytałeś.-krzyknęłam, skoro on na mnie podnosi głos, ja podniosę go na niego.
- Wiem jak zareagujesz. Nie chcę Cię znów stracić, bo tym razem byś już nie wróciła. Boisz się mnie, ale tylko troszkę, ale i tak już za bardzo. I nie sprzeczaj się ze mną, bo inaczej pogadamy.
Wstał i wszedł do domu. Taaaak jaki miły wieczór.
Było już późno, postanowiłam pójść spać. Po szybkim prysznicu cała moja chęć położenia się do łóżka odpłynęła. Podążyłam do salony, złapałam jakiś koc i rozłożyłam się na kanapie. Włączyłam jakiś program. Szczerze mówiąc nie za bardzo interesowała mnie jego treść. Leżałam tempo wlepiając wzrok w ekran. Rozmyślałam o Harrym. W końcu powieki stawały się coraz cięższe, a moja ochota przedostania się na łóżko coraz mniejsza. Nim się zorientowałam pogrążyłam się w krainie snów.
Na mojej twarzy spoczywały drażniące promienie słoneczne, natomiast czyjaś dłoń uporczywie głaskała mój policzek. Mruknęłam niezadowolona. W odpowiedzi usłyszałam cichy chichot Harrego. Od razu poczułam to dziwne uczucie w dole kręgosłupa. Z wielkim wysiłkiem uchyliłam powieki. Od razu ujrzałam siedzącego po turecku Harrego. Chyba dopiero co wstał, bo miał strasznie poburzone włosy i miał na sobie tylko bokserki. Wyglądał ślicznie. Wpatrywałam się w jego tatuaże ozdabiające tors i ramiona. Po chwili mój wzrok powędrował ku górze, na jego twarz. Miał lekko uśmiechnięte, różowe usta. Jego oczy miały intensywną zieloną barwę. Dopiero po paru chwilach zauważyłam że się we mnie wpatruje. Potrząsnęłam głową próbując rozwiać myśli. Uśmiechnęłam się lekko i zaspanym głosem rzuciłam
- Hej
- Hej - odpowiedział.
- Hej - powtórzyłam.
- Jak się spało ? - spytał i chwycił moją dłoń.
- Nawet dobrze, choć w nocy strasznie się kręciłeś. - rozchylił wargi w uśmiechu co nie często się zdarzało.
- Przepraszam - uśmiech odpłynął gdzieś daleko, a czar prysł. - Jesteś na mnie zła. - stwierdził.
- To było stwierdzenie czy pytanie ? - uniosłam jedną z brwi.
- Raczej stwierdzenie. - odparł skanując wzrokiem moją twarz. Poprawiłam pozycję i zaczęłam znów.
- Więc jest ono błędne.
- Kłamiesz. - prychnął i wstał.
- Niby po co bym miała ? - spojrzał na mnie i stał chwilę w ciszy po czym wyszedł z pokoju. Nie rozumiem tego człowieka.
Wstałam z łóżka chwyciłam jakieś ciuchy i ruszyłam do łazienki. Wzięłam gorący prysznic i się przebrałam. Mój brzuch dał znać o swoim istnieniu. Zeszłam na dół, w kuchni siedział loczek i pożerał swoją porcję.
- Smacznego. - rzuciłam.
- Dziękuję, swoją porcję masz na patelni. - wskazał widelcem w stronę kuchenki.
- Dziękuję... kochanie - dodałam, podbiegłam do niego i podarowałam mu całusa w policzek.
- Więc może nie jesteś zła..jednak.
- Mówiłam - uśmiechnęłam się- dziękuję za śniadanie. - podeszłam do patelni i nałożyłam na talerz solidną porcję jajecznicy. Chwyciłam sztućce i usiadłam na przeciw niego.
- Smacznego maleńka. - puścił mi oczko a ja połknęłam pierwszy kęs śniadania.
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Rozdział 9
Wróciłem do domu. Jen nie było. Wiedziałem, że tak to się skończy. Nie potrafiłem kochać, dać komuś czułości, ciepła czy choćby bezpieczeństwa. Żałowałem, że ją straciłem. W prawdzie po raz pierwszy w życiu żałowałem, że kogoś straciłem. Bolało ? Sam nie wiem.
Jej nieobecność była uciążliwa. W domu panowała cisza, nie miałem się do kogo odezwać, nie miałem kogo przytulić. Nie miałem nic. Może po nią jechać ? Nie. Jeszcze pomyśli, że mi zależy. - zaśmiałem się sam do siebie. Mam nadzieję, że sama wróci.
*oczami Jennifer*
Muszę jakoś oddać mu te cholerne kluczyki. Po co je w ogóle wzięłam ?! Mogłam się przespacerować ze stosem bagaży.
Pojadę do niego i osobiście oddam mu te kluczyki.
Przebrałam się w jakieś porządne ciuchy i ruszyłam.
Po niedługim czasie zaczęłam rozpoznawać okolicę. Chwilę później zaparkowałam samochód na podjeździe i powoli zbliżałam się do drzwi. Stałam przed nimi parę chwil nim odważyłam się zapukać. Przez długi czas nikt nie otwierał, kiedy szykowałam się do "ucieczki" usłyszałam zgrzyt zamka i drewniana powłoka rozchyliła się ukazując obojętną twarz Harrego. Chwilę mi się przyglądał, a w jego oczach rozpromieniała piękna zieleń, natomiast wyraz twarzy się nie zmienił.Sama nie wiedziałam jak to odebrać. Wyjęłam przed siebie dłoń na której leżały kluczyki. Hazz od razu je zabrał i schował do kieszeni. Odwróciłam się na pięcie w chęci powrotu do domu, lecz zatrzymała mnie dłoń loczka ułożona na moim ramieniu. zaciekawieniem odwróciłam się.
- Chyba nie masz zamiaru wracać na piechotę, podwiozę Cię ! - rzucił przeczesując włosy.
- Ale..-przerwał mi swoim aksamitnym głosem.
- Nie protestuj, daj mi choć tak Cię w pewien sposób uszczęśliwić.
Patrzyłam na niego zmieszana. Jak ja mam to odebrać ?!
- No co się tak patrzysz ? - zaśmiał się gardłowo - masz parę możliwości. Pierwsza odwożę Cię pod same drzwi, druga idziesz na piechotę, na co nie pozwolę, a trzecia zostajesz ze mną i prowadzimy życie dalej, razem, szczęśliwi.
- Tobie pozostawię tę decyzję. - wykrztusiłam po długiej pauzie.
- Więc, jakby to powiedzieć, powierzasz mi swój los w me skromne rączki ? - spytał ukazując małe dołeczki.
- powiedzmy. - rzuciłam, znałam odpowiedź.
- Więc wybieram dla Ciebie opcję trzecią maleńka. - zbliżył się do mnie i złączył nasze usta.
Droczył się z moim językiem chyba tylko po to by odwrócić moją uwagę od tego co robi. Ujął moje nogi, zmuszając mnie bym ułożyła je na jego tali, podniósł mnie i niósł w głąb domu. Już domyślałam się jak to się skończy.
Weszliśmy do dobrze mi już znanej sypialni Harrego. Posadził mnie na łóżku i przeciągle się uśmiechnął.
- Rozbieraj się mała, będzie szybciej. - w jego oczach błysnęło pożądanie.
- Hazz, chciała bym najpierw wziąć prysznic. - skrzywiłam się.
- To zapraszam do łazienki. - cmoknął mnie w policzek i ruszył w samej bieliźnie w stronę prysznica.
Zrzuciłam spodnie i t-shirt po czym podążyłam w jego ślady.
-Ściągaj to maleńka !
- O nie nie ! Ty pierwszy !
-Damą się ustępuje.
- Nie jestem damą.
- No nie, księżniczką raczej, maleńka.
- Nie drocz się ze mną !
- Nie droczę ! - zaśmiał się w głos.
- Na trzy cztery, w takim razie.
- Ale ja mam tylko jedną rzecz do ściągnięcia - podbiegł do mnie i nim spostrzegłam mój stanik leżał na podłodze. Instynktownie zakryłam gołą klatkę.
- Kochana nie raz cię widziałem ! - zaśmiał się ponownie.
- Ale..um..- powoli odsunęłam rękę i spuściłam ja wzdłuż ciała.
- No to dajemy ! Trzy czte-ry ! - krzyknął i pozbyliśmy się naszej bielizny.
Staliśmy na przeciw siebie jak nas Bóg stworzył,lecz mimo to nadal wpatrywaliśmy się sobie tylko i wyłącznie w oczy. Po dłuższej chwili stanie na zimnej posadzce, zaczęło mi się robić zimno. Harry szybko to zauważył. Zbliżył się do mnie i złapał moją dłoń.
- Chodź.
Weszliśmy do kabiny, Hazz zwinnie przekręcił czerwony kurek. Jedną ręką sprawnie mnie do siebie przyciągnął wprost pod cieplutki strumień wody.
- Umyję Cię maleńka, pewnie jesteś zmęczona.
Chwycił butelkę z płynem pod prysznic. Nalał trochę na jedną ze swoich dłoni i odłożył butelkę na miejsce. Pocierając dłonią o dłoń stworzył trochę piany. Poziomkowy zapach rozległ się w kabinie.
Swoimi sprawnymi dłońmi zaczął powoli wcierać w moją skórę pianę. Zaczął od pleców, potem zajął się szyją, ramionami, dłońmi. Następnie przerzucił swoje dłonie na mój brzuch i piersi. Kiedy skończył przykucnął i zajął się moimi nogami, po czym chwycił słuchawkę prysznica i spłukał nią ze mnie pianę. Po chwili przyciągnął mnie do siebie i mocno ścisnął. Zębami przygryzał płatek mojego ucha, a rękami błądził po moim ciele. W dole pleców czułam naciskającą na mnie jego twardniejącą męskość. Odwróciłam się i stanęłam na palcach.
- Chodź na łóżko..
- Tacy mokrzy ?
- Przeszkadza ?
- Szalona - wpił się w moje usta. Wziął mnie za ręce i zaniósł na łóżko. Spojrzał mi prosto w oczy zajmując pozycję nade mną.- Tęskniłem - zaczął.
- Ja również.. I chcę Ci coś powiedzieć.
- Ja Tobie również... -uśmiechnął się smutno - na trzy cztery ?
- Okey
- Trzy czte-ry !!
- Kocham Cię - wykrzyknęliśmy w tym samym momencie. Wow, sama się nie spodziewałam.
CDN.
piątek, 6 grudnia 2013
Rozdział 8
Leżałam na łóżku wraz z Harrym wtulona w jego tors. Wsłuchiwałam się w pracę jego serca. Nasze oddechy były tak odmienne. Jego równy i spokojny, mój szybki i urywany.
Był środek nocy. Nie mogłam spać, lecz Harry nie miał z tym problemu.
Myślałam. O wszystkim. O mnie, o nim, o nas. O tym co do niego czuję, o tym czy on coś do mnie czuje.
Odkąd wyszedł ze szpitala zrobił się inny. Gadałam z Zaynem, lecz ten powiedział że nie wie co mu się stało. Taką samą odpowiedź dostałam od Louisa, Liama i Naillera. Byłam od tego czasu przybita, lecz Hazz nie zwrócił na to uwagi. Miałam wrażenie, że jestem mu potrzebna tylko do jednego. Kiedy ostatnio zwróciłam mu na to uwagę, powiedział że jak mi nie pasuję mogę odejść.
Mówił, że mnie kocha...
I co?
Odwidziało mu się ?
Znudziłam się?
Hugh... Muszę z nim porozmawiać.
*następnego ranka*
-Jennifer..-ktoś szturchnął mnie w ramię- Jenn..!
- Um.. - mruknęłam nie chcąc otwierać oczu.
- Wstawaj mała... - Hazz. Ech..
Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku na przeciw niego.
- Harry..musimy porozmawiać.
- okey..-rzucił niepewnie.
- Tylko nie złość się na mnie.. - skinął głową, a ja uznałam że to czas by zacząć - Odkąd wyszedłeś ze szpitala już nie jesteś sobą. Nie wiem.. Czy ja Ci coś zrobiłam? Powiedziałeś, że mnie kochasz..i co odwidziało Ci się czy może się znudziłam? Czuję się jak zabawka. Czuję, że jestem potrzebna tylko do jednego. Wiesz co... Powiedz mi prawdę... Jedno słowo, wstaję biorę torby, wychodzę. Kocham Cię, ale ranisz mnie... Nie mogę już tak dłużej, proszę zrozum..-zimne łzy zaczęły spływać powoli po moich rozgrzanych policzkach.
Siedzieliśmy w ciszy już jakieś 15 minut wpatrując się nawzajem prosto w oczy.
-Jennifer... - przeczesał ręką włosy - Ja..um...ja po prostu nie wiem czy jestem w stanie okazać Ci jakiekolwiek uczucie w taki sposób jaki pragniesz. Przepraszam, ale nie oczekuj ode mnie tego czego nie jestem w stanie Ci dać. Chcę podarować Ci miłość, szczęście, zadowolenie, ale nie potrafię. Jeśli Cię zawiodłem, przepraszam, ale wiedz że się staram. Chociaż nie wiem czy coś do Ciebie czuję, przepraszam... - złożył lekki pocałunek na moich ustach i wyszedł.
Rozumiem.
Wstałam, wzięłam jakieś ciuchy i się przebrałam. Z dołu szafy wyjęłam torby z którymi tu przyjechałam. Ze łzami w oczach pakowałam kolejne bluzki, topy i kurtki. Po jakimś czasie w garderobie pozostały tylko ciuchy które podarował mi Harry.
Z torbami zeszłam na dół. Zajrzałam do salonu. Znalazłam na stole kartkę i kluczyki.
"Jeśli chcesz jedź samochodem do domu, kluczyki odeślij pocztą. Harry xx."
Och..jaki troskliwy.. Miałam ochotę jak najszybciej wrócić do domu.
*po 2 godzinach*
Zaparkowałam samochód pod domem. Zaśmiałam się pod nosem przypominając sobie jakim sposobem zwabił mnie do siebie.
Otworzyłam drewnianą płytę i popchnęłam ją do środka. Cicho zaskrzypiała. Weszłam do środka i rzuciłam torby w kąt. Weszłam do salonu i opadłam na kanapę. Dopiero w tym momencie uświadomiłam sobie co zrobiłam.
Po raz pierwszy pomyślałam by wrócić do mojego starego nawyku...
Przez następny tydzień próbowałam o nim zapomnieć ale nie mogłam. Nie potrafiłam. Chyba na prawdę się zakochałam...
środa, 20 listopada 2013
Rozdział 7
Obudziło mnie głośne walenie do drzwi. Zwlekłem się z łóżka i podbiegłem do drzwi.
Otworzyłem je. Harry. Trochę zdziwił mnie jego widok.
- Siema - rzucił i wepchnął mi się do domu.
- Cześć ? - zamknąłem drzwi. - Co ty tu.. ?
- Um... usiądziemy ? - spytał krzywiąc się.
- Jasne, chodź do salonu. -Poprowadziłem go do mojego ulubionego pomieszczenia w domu. Rozdsiadłem się na kanapie, Harry przycupnął na fotelu. - Więc co Cię do mnie sprowadza z samego rana ?
Wow, uczuciowy Hazz..nie wierzę.
- No dobrze.. Napijesz się ..- moją wypowiedź przerwał dźwięk mojego telefonu. Spojrzałem na Harrego, wpatrywał się w podłogę..
*oczami Jennifer*
A co mi tam. Nastraszymy Harrego. Numer Louisa znalazłam na lodówce. Złapałam za jakiś telefon leżący na blacie. Wystukałam numer Lou... i dzwonimy !
Po trzech sygnałach rozległ się męski głos
-Halo?
-Hej Louis! Tu Jennifer. Zgaduję, że jest u Ciebie Harry. Pewnie już zdążył opowiedzieć Ci co wymyślił... Dzwonię tylko po to żeby Cię poprosić byś powiedział mu, że już może wracać do domu. Pa.
Nie zdążył nic odpowiedzieć. Rozłączyłam się.
Poszłam na gorę i wzięłam się za czytanie książki. Po jakiś 20 minutach usłyszałam skrzypnięcie drzwi wejściowych. Ciekawiło mnie co najpierw zrobi. Usłyszałam jak ciężko trzasnęły. Potem rozległ się głos Harrego.
- Jennifer !
Odpowiedziała mu cisza, nie mogłam się odezwać, coś wiązało mi gardło. Jego głos był..pełen nadziei ? Smutku ? Nie wiem.
- Jenniefer, nie mogłaś mi tego zrobić !
Krzyknął po raz kolejny. Łzy cisnęły mi się do oczu. Wiele razy myślałam nad tym czy go kocham. Odpowiedzią zawsze było "nie wiem". Po jakimś czasie drzwi do mojego pokoju uchyliły się. Kątem oka widziałam jak stał z zaszklonymi oczami. Opuścił ręce i uśmiechnął się.
- A jednak jesteś...
- Zawsze będę..
Po policzkach spłynęły łzy. Po moich i po jego. Wstałam i szybko podbiegłam do niego. Mocno przytuliłam się do jego torsu.
- Nie pacy już maluszku.-pocałował mnie w czubek głowy.
*tydzień później*
Siedziałam z Perri gadając o jakiś bzdetach. Czekałyśmy aż Harry wróci z pracy. Czas dłużył się strasznie długo. Pojechali z Zaynem coś załatwić. Jak długo można to robić ?!
Nagle telefon w kieszeni moich jeansów zaczął wibrować. Wyjęłam go szybko mając nadzieję, że to Hazz. Był to jednak Zayn, też dobrze.
- Wreszcie ! Za ile będziecie ?!
- Jennifer .. Weź Perri i przyjedźcie do szpitala.
- Co ?!
- Przyjeżdżajcie.
Rozłączył się.
- Co się stało ? - spytała cicho Perri.
- Bierz kluczyki jedziemy do szpitala..
- Co się stało..?
- Nie wiem, Zayn dzwonił.
Po paru minutach zaparkowałyśmy samochód i wbiegłyśmy do szpitala. W holu stał Zayn. Miał rękę w gipsie. Cholera co się stało...
Podbiegłyśmy do niego.
- Gdzie Hazz ?
- W ostatniej sali po prawo.
Zaczęłam biec. W końcu wpadłam do wyznaczonej sali.
Harry leżał na łóżku. Miał zamknięte oczy. Dopiero po chwili zauważyłam do jak wielu urządzeń był podpięty. Osunęłam się po ścianie na podłogę.
Po chwili do sali weszła pielęgniarka. Kiedy mnie zauważyła przykucnęła koło mnie i pomogła wstać.
-Nic pani nie jest ? -spytała.
- Nie... Co z nim ?
- Wraz z jakimś mężczyzną jechał samochodem. Podczas prowadzenia zemdlał. Ma tylko kilka siniaków i złamaną nogę.
Uśmiechnęłam się i podziękowałam za pomoc. Przysunęłam do łóżka jakiś taboret i usiadłam. Lekko chwyciłam rękę Harrego i czekałam aż się obudzi.
CDN.
piątek, 4 października 2013
Rozdział 6
Kiedy się obudziłam Harrego nie było. Zeszłam na dół, wzięłam sok i postanowiłam wyjść na taras.
Kiedy weszłam do salonu zobaczyłam przez okno loczka. Stał paląc papierosa.
Ble !
Weszłam na taras nie zauważona. Podeszłam do Harrego od tyłu, stanęłam na palcach i szepnęłam mu do ucha:
- Nie ładnie to tak palić.
Widziałam jak się spiął. Odwrócił się i cmoknął mnie w usta.
- Hej.
- Hej. - odpowiedziałam i usiadłam na huśtawce.
Na stoliku obok zauważyłam paczkę papierosów i zapalniczkę. Chwyciłam za nie. Odpaliłam papierosa i zaciągnęłam się. Po chwili wypuściłam wielką chmurę dymu. Przeniosłam wzrok na Harrego. Wpatrywał się we mnie.
-Palisz ? - zapytał zdziwiony.
- Zdarza się. - odpowiedziałam ponownie się zaciągając.
- To niech Ci się nie zdarza. Nie pal tego gówna. - podszedł do mnie i wyrwał mi papierosa z ręki.
- A ty ?
- Co ja ?
- Też to zostaw.
- Mi wolno.
- To nie fair ! - wstałam i weszłam do domu. Rozłożyłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Po chwili Harry usiadł na kanapie koło moich nóg.
- Uwielbiam jak się złościsz. - uśmiechnął się perfidnie.
- Jesteś podły. - udawałam obrażoną.
- Zdarza mi się. - pocałował mnie w policzek - Ale nawet wtedy uwielbiam całować te twoje niewyparzone usteczka. - wstał i zmierzał w stronę wyjścia.
- Harry !
- Tak, maleńka ?
- Zanieś mnie na górę. - uśmiechnęłam się, a on głośno zaśmiał.
- Jesteś strasznie leniwa. - podszedł do mnie i wziął na ręce jak pannę młodą.
Kiedy położył mnie na łóżku pocałowałam go prosto w usta.
Pocałunek był krótki. Kiedy Hazz rozłączył nasze usta wyprostował się patrząc na mnie z góry.
- Zatykasz mi dech w piersiach. - przygryzłam wargę - Z każdą chwilą coraz bardziej cię pragnę.
Położył się nade mną i zatopił się w moich wargach.
- Całowanie mi nie wystarcza. - rzuciłam kiedy wpatrywał się prosto w moje oczy. Gdy usłyszał moje słowa, oczy mu pociemniały, a źrenice rozszerzyły.
- Więc, czy mogę? - spytał zachrypniętym głosem.
-ufam Ci, jeśli o to Ci chodzi.
W odpowiedzi złączył nasze usta. Harry przeniósł swoje dłonie na moją talię. Wsunął je delikatnie pod bluzkę i zatrzymał na brzuchu. Rodłączył nasze usta i złapał za końce koszulki. Szybko przeciągnął ją przez głowę, a moim oczom ukazała się śliczna, wysportowana sylwetka. Bez problemu można zauważyć było twarde w dotyku mięśnie. Teraz przeniósł swoje dłonie na moj t-shirt. Ściągnął go, ale powoli i delikatnie. Kiedy rzucił go na bok, zaczął mi się uważnie przyglądać. Starałam zignorować to dziwne.uczucie,.które we mnie siedziało. Spojrzałam w jego oczy. Płonęły pożądaniem. Złapał za pasek.moich jeansów.
-Śmiało - uśmiechnęłam się lekko.
Odpął go.szybko. Pozwoli i stopniowo zaczął je zsówać. Po chwili wylądowały koło łóżka. Wyprostował się, jakby na coś czekając. Po paru sekundach domyśliłam się, że teraz moja kolej. Wyciągnęłam przed siebie drżące ręce. Sięgnęłam do guzika od jego spodni. Szybko go odpięłam i powoli rozsunęłam rozporek. Harry widząc moje zakłopotanie chwycił moje dłonie i.szepnął
-Pozwól, że sam dokończę.
Szybko cofnęłam ręce i obserwowałam go.
Powoli zjeżdżał coraz niżej i niżej. Po chwili stanął przede mną w samych bokserkach. Wiedziałam że zaraz się ich pozbędzie.
Wolnym krokiem zbliżył się do mnie. Patrząc mi w oczy odpiął mój stanik. Zaraz po tym złapał za wstążkę moich koronkowych majtek. Nadal patrzył mi prosto w oczy. Zsunął je powoli. Odsunął się krok w tył i patrzył na mnie.
-Śliczna. - Rzucił tylko i zsunął z siebie bokserki.
Stał przede mną jak go Bóg stworzył. Wyglądał jak anioł. Jego pewność siebie widoczna była bardzo wyraźnie. Myślę że lubił mieć widownię. Sięgnął do swoich stodni i wyjął z kieszeni portfel. Wyjął z niego sreberko, a portfel rzucił na ziemię. Rozerwał je zębami i wyjął prezerwatywę. Naciagnął ją szybko i sprawnie.
Wszedł na łóżko, ułożył swoje kolana po obu stronach moich ud.
*oczami Harrego*
Pomyliłem się nad jej bladą sylwetką i złożyłem delikatny pocałunek na jej słodkich ustach.
-Gotowa? - szepnąłem jej wprost do ucha.
W odpowiedzi skinęła potwierdzająco głową. Złożyłem pare niechlujnych cmoknięć na lini jej szczęki i powoli wsunąłem się e jej ciepłe wnętrze. Momentalnie napięła wszystkie swoje mięśnie.
- Rozluźnij się maleńka.
Wszedłem głębiej. Westchnęła cicho i poczułem wielką falę przyjemności rozlewającą się po moim ciele. Wysunąłem się z niej i znów w nią pchnąłem. Tym razem mocniej i głębiej. Czynność powtarzałem póki nie doszliśmy. Razem. Ona wygięła się pode mną, a ja zastygłem z jej imieniem na ustach.
Wyszedłem z niej powili i położyłem obok niej.
*oczami Jennifer *
Ściągnął prezerwatywę ze swojej długości i zawiązał ją na supeł. Rzucił gdzieś na bok i przykrył nas kołdrą.
-Jesteś świetna - rzucił i pocałował mnie w czoło. - Na pewno jesteś zmęczona, śpij.
Byłam bolała. Otuliłam się kołdrą i usunęła.
Kiedy się obudziłam Harrego nie było obok mnie.
Powoli wstałam i udałam się do garderoby. Wzięłam jakieś luźne ciuchy i poszłam do łazienki. Odbyłam gorący prysznic i ubrałam się. Zeszłam na dół mając nadzieję że zastam tam loczka. Zajrzałam do salonu. Pusto. W kuchni również. Na blacie leżała jakaś kartka.
CDN.
czwartek, 3 października 2013
Rozdział 5
- Nie wiem kim dla mnie jesteś, ale na pewno nie jesteś kolejną zabawką. Jeśli nie chcesz mnie już więcej widzieć. Wyjdź. - powiedział cichym głosem wpatrując mi się prosto w oczy.
Cholera. Co ja mam teraz zrobić ?
Chyba nie umiem odejść. Nie wiem.
Zostanę. Przecież w każdym momencie mogę odejść.
Usiadłam na łóżku.
W jego oczach błysnął niepokój. Zbliżyłam się do niego i złączyłam nasze wargi. Czułam jak się uśmiecha, czułam jak jego ciało się rozluźnia. Kiedy rozłączył nasze usta ciężko łapałam oddechy. Widziałam, że również jego klatka ciężko opadała.
- Dziś będziesz mi towarzyszyć na kolacji służbowej, w salonie leży sukienka.
- Nie trzeba było, Harry mam swoje.
- Wiem. Ale chcę byś założyła tamtą.
- Jak sobie życzy wasza wysokość.
- Nie tym tonem. - warknął. - Zjesz coś ? - spytał jak gdyby nigdy nic uśmiechając się szeroko.
- Nie jestem głodna. - ucięłam.
***
- Kochanie idź się szykować za godzinę wychodzimy. - krzyknął Hazz z kuchni.
- Okey. - rzuciłam i pobiegłam na górę, trzymając w ręku wieszak z nową sukienką.
Była beżowa, bez ramiączek. Hm.. ciekawie. Zdjęłam koszulę oraz stanik i przeciągnęłam sukienkę przez głowę, po czym zdjęłam spodnie, a sukienkę obciągnęłam. Nie była tak krótka jak się spodziewałam. Sięgała ledwo nad kolano.
Harry zapukał do pokoju.
- Gotowa ?
- Jasne.
***
Po okropnej kolacji wracaliśmy do domu. Byłam zła, wściekła, zdenerwowana i nie wiem co jeszcze. Wpadłam do domu i od razu zamknęłam się w swoim pokoju. Zdjęłam tę cholerną sukienkę i usiadłam na łóżku.
Zaczęłam grać na gitarze, zawsze mnie to uspokajało.
Harry bez pukania wszedł do pokoju. Uciszyłam gitarę i patrzyłam na niego.
- Dlaczego tak się zachowujesz ?
- Jak ? - chciałam to usłyszeć z jego ust.
- Jak rozwydrzona nastolatka ! - krzyczał, o nie tego już za wiele.
- Być może, ale mam do tego powody. - odgryzłam się.
- Jakie ? - widać stosuje tę samą taktykę co ja.
- Kiedy nazwali mnie, cytuję, "zdzirą i tanią dziw*ą" nie powiedziałeś im kompletnie nic !
Nie odpowiedział nic. Wyszedł. Jak zawsze kiedy trzeba było stawić czemuś czoła.
Wróciłam do grania na gitarze. Łzy zaczęły piec mnie pod powiekami. Postanowiłam je powstrzymać. Nie będę się zachowywać jak rozwydrzona nastolatka.
Zaschło mi w gardle, postanowiłam pójść po jakąś szklankę wody czy coś. Zeszłam na dół. Kątem oka spojrzałam do salonu. Harry jest pewnie w swoim pokoju. Kiedy stanęłam pod drzwiami usłyszałam jak Hazz rozmawia z kimś przez telefon.
-...Tak...nie, nie przejmuję się, popłacze chwile i jej przejdzie...dokładnie...jak zawsze...
Hm miło. Zamaszystym ruchem weszłam do kuchni. Chwyciłam za butelkę wody stojącą na blacie.
- Miło, że masz o mnie takie zdanie. - rzuciłam obojętnym głosem i wyszłam z kuchni.
Usłyszałam
- Oddzwonię później. - po czym loczek krzyknął - Jennifer !
Nie odwróciłam się nawet. Weszłam do swojego pokoju i jak gdyby nigdy nic zamknęłam za sobą drzwi. Szybko upiłam parę łyków z butelki i odstawiłam ją na bok. Schowałam gitarę do pokrowca i odłożyłam na miejsce. Nim Harry wparował do pokoju wyjęłam gazetę i usiadłam na łóżku.
- Dlaczego podsłuchujesz ? - powiedział szorstko, nienawidziłam tego tonu.
- Nie podsłuchuję. Szłam do kuchni po wodę, w domu jest cicho, a głos się niesie. Trzeba było się tak nie drzeć.
- Dobra, a skąd wiesz, że to o Tobie ?
- Hm..pomyślmy. Kto nazwał mnie rozwydrzoną nastolatką ?
- Bo tak się zachowujesz !
- Jakoś nie przeszkadza Ci to kiedy mnie obmacujesz !
- Nie takim tonem.
- Bo co ? Zabijesz mnie ? - wstałam i rozłożyłam ramiona - Dawaj, strzelaj. Śmiało !
Wyminął mnie i usiadł na łóżku za mną. Odwróciłam się i opuściłam ręce. Siedział pochylony chowając twarz w dłoniach.
Kucnęłam przed nim.
- Wreszcie może poczułeś się jak ja. - rzuciłam i tym razem to ja wyszłam z pokoju.
Udałam się na dół. Weszłam do salonu. Zauważyłam wielkie szklane drzwi. Z tego co się nie mylę prowadziły na taras. Uchyliłam je i wyślizgnęłam się na zewnątrz. Usiadłam na dużej huśtawce. Zaczęłam się bujać powoli i nastrojowo. Uniosłam głowę do góry. Księżyc pięknie świecił, a w okół niego tańczyły malutkie gwiazdki. W pobliżu stało jeszcze parę domków, a w okół rozpościerał się gęsty i ciemny las. Wpatrywałam się tak w niebo kiedy w mojej kieszeni zawibrowała komórka. Wysunęłam ją z kieszeni i przeczytałam wiadomość:
"Wróć.
Hazz.
xoxo"
Zaśmiałam się sama do siebie. I tak już miałam wracać do środka bo zaczęło robić się zimno.
Wślizgnęłam się szklanymi drzwiami do salonu. Od razu zrobiło mi się ciepło.
Ruszyłam schodami na górę. Stanęłam w drzwiach pokoju, Harry siedział na łóżku wpatrujać się w moje zdjęcie które stało na szafce nocnej.
- Wiem, miałam wtedy dziwną fryzurę. - uśmiechnęłam się. Harry podniósł na mnie swoje szmaragdowe oczy. Błysnęły lekko kiedy spotkały się ze światłem lampki nocnej. - Myślisz, że rzucę Ci się w ramiona jak na tych wszystkich filmach ? - odpowiedział ciszą - Prosiła bym byś udał się do swojego pokoju, bo chciałabym położyć się spać.
- Sama .. ?
- Tak. - ucięłam i czekałam aż wyjdzie.
- Śpij dobrze. - w odpowiedzi skinęłam głową. Wyszedł. Zamknęłam drzwi.
Po szybkim prysznicu, przebrałam się i położyłam do łóżka. Próbowałam usnąć, ale nie mogłam. Brakowało mi jego kojącego zapachu. Jego obecności, uścisku.
Wstała, chwyciłam swoją poduszkę i wyszłam z pokoju. Ruszyłam w lewo i zapukałam do pokoju Harrego.
- Proszę. - usłyszałam po chwili, w jego głosie szwendała się nutka zaskoczenia.
Weszłam. Harry siedział na łóżku w samych bokserkach. Schrupała bym go na miejscu.
- Będziesz spał sam ? - zapytałam przygryzając wargę i kołysząc się na stopach.
- Skoro mnie nie chcesz, jestem na to skazany. - odpowiedział ukrywając uśmiech.
- Nie chcę Cię u siebie w sypialni, co nie znaczy, że nie chcę spać u Ciebie.
- Ciekawa propozycja...- spojrzał na mnie z uśmiechem - wskakuj. - uwolnił pełen uśmiech ukazując wspaniałe dołeczki. Położyłam się na plecach, on ułożył się obok mnie na boku. Jedną ręką podpierał głowę, drugą masował mój brzuch. Powtarzam się, ale jego dłonie są cholernie miękkie i ciepłe.
Jego zapach wypełniał pokój. Przyznaję, że zamiast spać wolała bym całą noc przyglądać się loczkowi.
- Jesteś na mnie zły ? - przerwałam ciszę. Harry spojrzał na mnie zaskoczony.
- Na Ciebie nie.
- To dlaczego jesteś taki spięty, widzę że jesteś zdenerwowany. Pogładziłam go po policzku.
- Raczej na samego siebie.
- Nie złość się, złość piękności szkodzi. - uśmiechnęłam się i złożyłam na jego policzku lekki pocałunek.
Harry położył się nade mną. Opierał się na rękach umieszczonych po obu stronach mojej głowy. Wpatrywał mi się prosto w oczy.
- Nawet nie wiesz jak bardzo Cię pragnę. - powiedział zachrypłym głosem, przez co wydawał się jeszcze bardziej seksowny.
- Harry nie jestem gotowa...
- Wiem, dlatego nie zmuszam. Ale chyba całusa pozwolisz skraść ?
- Hm..pomyślmy.. ewentualnie jednego lub dwa.
Harry zatopił się w moich ustach. Tym razem to ja przejęłam kontrolę. Wreszcie !
Kiedy zaczęło brakować mi tchu rozłączyłam nasze wargi, lecz po chwili znów zatopiłam się w tych cholernie słodkich ustach Harrego.
środa, 2 października 2013
Rozdział 4
- Harry - bąknęłam - Harry...Harry ! - krzyknęłam.
Loczek potrząsnął głową i usiadł na łóżku.
- Co się stało ? - powiedział zaspanym i ochrypłym głosem.
- Dziękuję, że ze mnie zszedłeś. - rzuciłam sprawdzając godzinę na telefonie.
- Co ? - chyba nie zrozumiał.
- Leżałeś na mnie.
Harry szybko się przybliżył i zaczął dotykać różnych części ciała.
- Nic Ci nie jest ? - jego głos miał w sobie nutkę... zmartwienia ? Czyżby Harry się martwił.
- Nie, nic mi nie jest. Ale przyznać muszę, że nie należysz do najlżejszych osobników. Tymczasem ja wstaję, bo za chwilę muszę iść do pracy. - rzuciłam rozbawiona i wstałam z łóżka.
- Maleńka nigdzie nie idziesz.
- No chyba jakoś muszę na siebie zarobić.
- Nie sprzeciwiaj mi się. - warknął.
- Harry ... - niewzruszony wyminął mnie i wyszedł z pokoju.
Zaczynam zastanawiać się czy jest on całkiem zdrów. Może ma jakieś wahania nastroju...
Nieważne.
Wzięłam gorący prysznic i poszłam wybrać jakieś ciuchy.
Było ciężko. Ta garderoba jest zdecydowanie za duża. Wybrałam w końcu czerwone rurki i czarny t-shirt z jakimś napisem. Brzuszek w końcu dał o sobie znać. Zeszłam na dół i zaczęłam przygotowywać sobie grzanki z serem.
Usiadłam przy blacie i zaczęłam konsumować śniadanie. Po chwili do kuchni wpadł Harry z jakimś chłopakiem. Sądzę, że był w podobnym wieku.
- Um.. Jennifer to jest mój przyjaciel Louis. - wskazał na chłopaka stojącego obok. Był niższy od Harrego i miał kasztanowe włosy. Oczy świeciły mu jak małe iskierki.
- Hej, miło cię poznać. - rzuciłam chwytając jego rękę, którą chwile wcześniej wyciągnął w moją stronę. - Pogadajcie sobie, nie będę przeszkadzać. Idę na górę.
- Um.. Jennifer, zaraz powinna przyjechać Gemma.
- Okey. - rzuciłam przechodząc koło loczka. Ten w pół kroku zatrzymał mnie łapiąc za jeden z moich nadgarstków i przeciągając ku sobie.
- Zaraz wychodzę i wrócę dopiero po południu. Pożegnasz się ze mną, prawda ?
Pokiwałam głową.
Harry zbliżył się do mnie. Jedną ręką objął mnie w talii, a drugą chwycił za podbródek. Momentalnie zbliżył się do mojej twarzy złączając nasze usta. Szybko pogłębił pocałunek.
Kątem oka zauważyłam jak wpatruje się w nas Louis.
Kiedy Harry zakończył pocałunek uśmiechnięty rzucił.
- Z dnia na dzień całujesz coraz lepiej.
- Uczę się od mistrza. - wyminęłam go wychodząc z kuchni.
Ledwo zdążyłam zamknąć drzwi usłyszałam Louisa.
- Nie wystarczyło by zwykłe pa, tak jak to bywało z wcześniejszymi sex zabawkami ?
CO ?!
- Po pierwsze ona nie jest następną sex zabawką, po drugie nie, nie wystarczyło by. - odpowiedział mu Harry.
- Czyli co ? Szanowny pan Styles się zakochał ?
- A nawet jeśli ?
- No nic, wygląda mi jak te wszystkie wcześniejsze laski.
- Ale nie będzie następną zabawką. To jak wygląda a jaka jest to dwie inne rzeczy.
- Nie rozumiem Cię Hazz.
- Nie musisz.
Kątem oka zobaczyłam, że na podjazd wjechał duży srebrny samochód. To pewnie Gemma.
Szybko rzuciłam się w stronę schodów. Kiedy przekroczyłam próg pokoju w domu rozległ się dzwonek. Uff.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam analizować rozmowę chłopaków.
Po chwili zobaczyłam Gemmę stojącą w progu. Wyglądała jak zwykła nastolatka. Leginsy, sweter, conversy. Włosy tak jak poprzedniego wieczoru miała rozpuszczone.
- Hej Gemma.
- Hej, jak się masz ?
- Trochę plecy mnie bolą, ale nie narzekam. A ty jak się trzymasz ? - obdarzyłam ją serdecznym uśmiechem.
- Świetnie. Może pojedziemy na jakieś zakupy. Hazz wręczył mi kartę - wyjęła z kieszeni złotą kartę kredytową - powiedział, żebyśmy ją wyczyściły.
- Um... - zawahałam się.
- Hazz powiedział żebym wybrała Ci parę seksownych ciuszków. - Zaczerwieniłam się. - No chodź, nie daj się prosić.
***
Po jakiś 3 godzinach zakupów wreszcie wróciłyśmy do domu. Harry jeszcze nie wrócił.
Gemma pomogła mi pochować nowe ubrania do garderoby. Było ich na prawdę dużo. Kiedy chowała już ostatnie bluzki zauważyła moje pudełko ze zdjęciami.
- Jenniefer co to ?
- Moje zdjęcia.
Kucnęła i otworzyła pudełko.
- Mogę ? - spytała.
- Jasne, wyjmij je tutaj. - wskazałam na sam środek garderoby.
Zaczęłyśmy przeglądać fotografie. W między czasie przyszedł Harry z Louisem. Przyłączyli się do nas.
Harry usiadł obok mnie. Oglądaliśmy zdjęcia razem. W końcu natrafił na moje ulubione zdjęcie.
Miałam wtedy dziewięć lat, po raz pierwszy pojechaliśmy do Maiami. A to zdjęcie zrobione jest na plaży. Przytulałam brata. Kiedy wróciliśmy miał wypadek, ale przeżył. Było ciężko, kiblowałam przez to rok w jednej klasie.
- To twój brat ? - spytał loczek wskazując na zdjęcie.
- Tak. - wpatrywałam się w zdjęcie - Przepraszam na chwilę. - wstałam i szybkim krokiem skierowałam się do łazienki. Zamknęłam drzwi na kluczyk i usiadłam na podłodze. Łzy piekły mnie pod powiekami. Dałam im upust. Chwilę późnij ktoś zapukał do łazienki.
- Jennifer, otwórz.
Wiedziałam, że jeśli nie otworzę sam tu wejdzie. Wpuściłam go do środka i ponownie zamknęłam drzwi. Spojrzał się na mnie i bez słowa przytulił. Tego potrzebowałam.
- Maleńka nie płacz. - gładził mój policzek.
- Ale jego już nie ma... - łkałam.
- Maleńka proszę nie płacz, łamiesz mi tym serce... - wyszeptał mi wprost do ucha. Podniosłam twarz do góry, kierując swój wzrok na niego. Kciukiem otarł ostatnią spływającą po moim policzku łzę. Postanowiłam w końcu zapytać.
- Kim właściwie dla Ciebie jestem, Harry ? - jego źrenice się powiększyły.
Nie odpowiedział nic. Po prostu wyszedł z łazienki.
- Pa Jennifer. - usłyszałam Gemmę.
Nagle do łazienki wszedł Louis
- Jennifer, Harry to dobry chłopak, ale ma ciężki charakter. Jak coś by się stało możesz na mnie liczyć. - wyciągnął do mnie rękę z karteczką - To mój numer telefonu. Pamiętaj możesz zawsze zadzwonić. Trzymaj się. Pa.
- Pa.
Wyszedł.
Wróciłam do pokoju. Głowa mnie bolała. Wgramoliłam się pod kołdrę i z szuflady wyciągnęłam iPoda. Włączyłam jedną z moich ulubionych piosenek i zakryłam się kołdrą.
wtorek, 1 października 2013
Rozdział 3
- Witam Panie Styles ! - odezwała się aksamitnym głosem po czym wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Witaj Anne. Mam nadzieję, że znajdzie się jakiś wolny stolik. - spojrzał na nią i posłał jej przelotny uśmiech.
- Zaraz sprawdzę szefie. - szefie ?! co ?! musiałam się przesłyszeć. - O jest wolny Pana ulubiony.
- Dziękuję. - burknął i zaczął ciągnąć mnie w głąb sali. Przedzieraliśmy się między stolikami. W końcu dotarliśmy do małego stolika oddalonego od wszystkich. Co w prawdzie mi się podobało.
Harry wskazał mi miejsce i jak przystało na dżentelmena pomógł mi usiąść. Po chwili sam zajął swoje miejsce, na w prost mnie. Natychmiast zjawił się przy nas wysoki i przystojny kelner, lecz nadal nie przystojniejszy od loczka. Podał nam karty. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam długi i zróżnicowany wybór dań. Wybrałam jakiegoś homara. W sumie nawet nie byłam głodna i przypuszczałam, że nie zjem zbyt dużo. Kiedy kelner odszedł Harry zaczął mi się dziwnie przypatrywać.
- Jesteś śliczna. - w końcu wypalił. Zakrztusiłam się powietrzem po czym zalałam rumieńcem.
- Musisz częściej zakładać sukienki. - znów nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Nie sądzisz, że powinniśmy się bliżej poznać, jesteśmy na siebie skazani. - uśmiechnął się zadziornie. - Pytaj o co chcesz maleńka.
- Może jednak ty zaczniesz. - uśmiechnęłam się krzywo.
- Skoro prosisz. Um, więc.. jakiej muzyki słuchasz ? - serio ? zapytał o taką błahostkę.
- Muse, coldplay i paru innych rockowych zespołów. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą i czekałam na reakcję.
- Niesamowite, taka drobna dziewczynka słucha tak ciężkiej muzyki. - znów się we mnie wpatrywał, jego wzrok niedługo zacznie wypalać dziurę w mojej skórze.
- Ciężkiej ? - nie rozumiałam.
- Rock nie należy do lekkiej muzyki, liczyłem raczej na jakieś popowe kawałki. Zadziwiasz mnie.
Um, super ?
Wreszcie zjawił się kelner z naszymi talerzami.
Podczas posiłku trochę gawędziliśmy, głównie o rodzinie Harrego. A właściwie o siostrze. W pewnym momencie rozszerzył oczy do dziwnie dużych rozmiarów wlepiając wzrok tuż za moje ramie. Odwróciłam się podążając za jego wzrokiem. Przypatrywał się wysokiej dziewczynie o długich włosach.
- To moja siostra, Gemma. Jak coś to jesteś moją dziewczyną. - nim zdążyłam zaprzeczyć Harry już wstał by ją powitać.
- Siostrzyczko, to moja dziewczyna Jennifer.
Wstałam i przywitałam się z nią.
- Witaj Harry mi dużo o tobie opowiadał. - uśmiechnęłam się starając by mój uśmiech wyglądał na jak najbardziej szczery.
- Miło mi Cię poznać, muszę przyznać, że braciszek nie pochwalił mi się nową zdobyczą. - zaśmiała się.
- Gemma przykro mi lecz właśnie wychodzimy. - rzucił Hazz w jej stronę.
- Um, oczywiście, nie zatrzymuję was. - uśmiechnęła się - Miłej zabawy, miło było Cię poznać Jennifer. - teraz zwróciła się do Harrego - Wreszcie jakaś normalna dziewczyna braciszku, gratuluję. - poklepała loczka po ramieniu i odeszła, zostawiając loczka w oszołomieniu.
Starałam się powstrzymać śmiech. Harry złapał mnie ręką w talii i kierował się do wyjścia.
- Nie zapłacisz ? - rzuciłam.
- To moja restauracja. - wypalił. - Pa Anne, miłej pracy. - zwrócił się do rozpromienionej blondynki.
- Do zobaczenia Panie Styles ! Miłego wieczoru. - posłała w naszą stronę wesoły uśmiech.
Po chwili znaleźliśmy się w samochodzie Harrego.
- W schowku jest parę płyt wybierz jakąś. - wskazał na szufladkę przede mną.
Otworzyłam ją i wyjęłam parę płyt. Oniemiałam. Wśród nich znalazłam płyty Muse, My Chemical Romance, the Killers i innych dobrze znanych mi zespołów.
Wybrałam jedną z płyt My Chemical Romance i wybrałam moją ulubioną pozycję.
- Dobry wybór maleńka. - powiedział szeroko się do mnie uśmiechając.
Po chwili Harry zaczął śpiewać, niedługo po tym dołączyłam się do niego.
Kiedy dotarliśmy do domu od razu udałam się do pokoju by się przebrać z tej niewygodnej do granic możliwości kiecki.
Założyłam długi t-shirt i do tego króciutkie szorty ledwo zakrywające pupę.
Zeszłam na dół. Było dość wcześnie więc postanowiłam obejrzeć coś w telewizji. Wybrałam jakiś horror. Zgasiłam światło w pokoju, wzięłam krakersy jako przekąskę coś do picia i zasiadłam na kanapie.
Kiedy wariat z piłą mechaniczną obcinał przystojniakowi głowę ktoś złapał mnie za ramiona. Serce mi stanęło i pisnęłam. Usłyszałam gardłowy śmiech Harrego.
- Bardzo śmieszne. - byłam na niego wściekła - koniecznie chcesz mnie wykończyć ?! Jeśli tak to trzeba mnie było zostawić w tym cholernym domu, albo udusić ! - krzyknęłam i powróciłam do oglądania z zaciśniętą szczęką. Harry przeszedł w koło kanapy i usiadł koło mnie. Zdecydowanie za blisko. Złapał za moją dłoń a po ciele przepłynęła fala przyjemności. Spojrzałam na niego.
- Nie takim tonem. - warknął - gdybym chciał Cię zabić już dawno leżała byś dwa metry pod ziemią. - wolną ręką sięgnął do tyłu - jeśli nie wierzysz to spójrz - pokazał mi broń, mały czarny pistolet, wymierzył bronią w stronę stojącego w kącie wazony i pociągnął za spust. W domu rozległ się huk, a na podłodze pokoju znalazły się kawałki porcelany. Harry bez słowa podniósł się i wyszedł z salonu. Teraz serio zaczęłam się go bać.
Wyłączyłam telewizor i podążyłam do pokoju. Wzięłam prysznic i położyłam się w łóżku. Grzebałam w laptopie, próbując połączyć się z internetem. W pokoju rozległo się pukanie, po chwili drzwi się uchyliły. Zobaczyłam Harrego.
- Wejdź. - bąknęłam, nawet nie wiem czy usłyszał, ale i tak wszedł.
- Życzysz sobie bym z Tobą spał, czy mam jednak wrócić do swojego łóżka ? - spytał ukazując dołeczki.
- Przecież i tak zrobisz co zechcesz. - powiedziałam cicho.
- Mylisz się. Nie tym razem. Jeśli nie chcesz bym z Tobą spał wystarczy powiedzieć, nie będę Cię zmuszał. Chcę tylko twojego dobra. - nic nie odpowiedziałam. Miałam mętlik w głowie. Kątem oka widziałam jak uśmiech Harrego znika. Obrócił się na pięcie i już chciał wychodzić kiedy z moich ust wydarło się jego imię.
- Harry... - odwrócił się z błyskiem w oczach - chodź tu. - znów boski uśmiech zawitał na jego twarzy.
Szczerze sama nie wiedziałam czy go chcę. Serce pragnęło jego obecności, ciało dotyku, ale głowa cały czas sprzeciwiała się. Lecz przypomniałam sobie słowa mojej mamy "jeśli chodzi o chłopców, kieruj się głosem serca". Maże miała rację... Spróbuję może warto.
Harry położył się obok mnie i objął mnie ramieniem. Sięgnęłam do tlącej się lekko lampki nocnej i ją zgasiłam.
- Śpij dobrze maleńka, pamiętaj że jesteś moja. - cmoknął mnie w policzek.
Nim mózg zdążył zareagować ciało zadziałało. Cmoknęłam go w usta. Odwdzięczył się tym samym. Powtórzyłam moją czynność, a Hazz pogłębił pocałunek. Przekręciłam się na plecy. Loczek rozłączył nasze usta by złapać oddech. Oddychał ciężko. Bardzo ciężko. Nie przeszkodziło mu to by znów zatopić się w moich ustach. Poczułam że jedna z jego dłoni wędruje po moim udzie. O nie ! Nie ! Mam nadzieje że nie chce tego robić !
W końcu dłoń przeniósł na mój brzuch. Włożył ją pod t-shirt i powoli wędrował w górę. Założyłam swoje ręce na jego kark i zaczęłam bawić się jego loczkami. Harry złapał za jedną z moich piersi i lekko ją ścisnął. Z moich ust wydostało się jęknięcie. W zamian pociągnęłam go za kosmyk włosów który obracałam w palcach. W odwecie jęknął gardłowo. Dłonią zjechał niżej, a kiedy złapał w palce tasiemkę moich majtek przerwałam pocałunek.
- Harry... - spojrzał mi w oczy - nie jestem gotowa.
Z bólem w oczach cmoknął mnie po raz kolejny i przewrócił się na bok. Leżał blisko mnie, plecami do twarzy.
- Harry... odwróć się w moją stronę... - nie zareagował - proszę...
Nie wierzyłam własnym uszom. Czy ja się zakochałam ? Chyba..
W końcu się się odwrócił.
- Nie dziś, ale obiecuję, że już nie długo. - rzuciłam i przytuliłam się do jego torsu.
- Zaskakujesz mnie. - słyszałam jego gardłowy chichot - Śpij już maleńka. Pamiętaj, że jesteś moja.
Nim spostrzegłam odpłynęłam do świata wyobraźni ukojona jego zapachem.
Byłam pewna. Zakochałam się w Harrym, lecz tylko w tej jego dobrej części. To było najgorsze.
poniedziałek, 30 września 2013
Rozdział 2
Był duży, jakieś dwa razy większy od mojego.
- Rozgość się. - rzucił chłodno i wyszedł.
Czy ja mu coś zrobiłam ?
Wcześniej był taki miły...a teraz ?
Może udawał ... ?
Nie ważne. Jeśli nie kłamał to właśnie ratuje mi życie.
Podeszłam do bagaży które zostawił koło drzwi. Choć było już po 3 mi ani trochę nie chciało się spać. Otworzyłam jedną z toreb i zaczęłam wypakowywać z niej ubrania i układać je w cholernie wielkiej garderobie. Kiedy opróżniłam drugą torbę do mojej głowy po raz pierwszy wpadła myśl czy ten dom jest jego. Postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy i wrócić do rozpakowywania. Kiedy skończyłam spojrzałam na zegarek. Za piętnaście, piąta. Czas spać. Wyjęłam z szafy t-shirt i zarzuciłam go na siebie. Po chwili już leżałam w szalenie miękkim łóżku, przykryta cieplutką kołdrą.
Zasnęłam.
***
Otworzyłam oczy. Czułam się naprawdę wypoczęta. Dawno się tak nie wyspała. Dziwne. Czułam zapach męskich perfum. Przekręciłam się na plecy. Serce momentalnie stanęło mi w piersi. Pisnęłam. Harry leżał tuż obok mnie.
- Jak się spało. - zapytał jak gdyby nigdy nic. Na jego twarz wdarł się zadziorny uśmiech.
- Jak długo tu leżysz ?! - krzyczałam.
- Nie takim tonem maleńka. - jego oczy pociemniały.
- Przepraszam. - bąknęłam pod nosem.
- Jestem tu odkąd zasnęłaś. - rzucił nieco łagodniej i wstał z łóżka.
Dopiero w tym momencie zauważyłam, że jest w samych bokserkach.
Zaczęłam się w niego wpatrywać. Miał wspaniałą sylwetkę. Wyglądał jak..anioł ?
Przyglądałam się każdemu calowi jego ciała. Ciacho jak nie patrzeć.
- Tak wiem, śliczny jestem. - rzucił rozbawiony i wyszedł z pokoju.
Momentalnie moje policzki zalały się soczystą czerwienią. Wzięłam do ręki mój telefon pozostawiony wieczorem na szafce nocnej. Spojrzałam na godzinę było lekko po dziesiątej. Przekręciłam się na drugi bok i przyglądałam się temu co działo się za oknem. Po paru chwilach mój żołądek dał o sobie znać. Z wielką niechęcią wstałam z łóżka. Od razu owiało mnie zimne powietrze, a po mojej skórze przeszły ciarki. Nie wiem dlaczego, lecz moja dłoń podążyła do ust. Palce zaczęły ich dotykać. Do mojej głowy zaczęły przypływać wspomnienia wczorajszego pocałunku. Znów się zaczerwieniłam. Nie mogłam odeprzeć chęci powtórzenia tej części naszego pierwszego spotkania.
Poszłam do mojej garderoby i wyjęłam mój ukochany czarny sweterek i tego samego koloru leginsy. Udałam się do łazienki, wzięłam szybki prysznic i się ubrałam. Włosy związałam w zwykłego kucyka, a usta maznęłam waniliową pomadką. Cudnie.
Zeszłam na dół, gdzie jak mniemałam znajdowała się kuchnia. Na szczęście natknęłam się na moje współlokatora.
- Nie jesteś głodna maleńka ? - nie spuszczał wzroku z mojej twarzy czekając na odpowiedź.
- Jestem i to bardzo. - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Chłopak złapał mnie za rękę, a przez moje ciało przepłynęła fala ciepła.
Zaciągnął mnie za sobą do kuchni. Wskazał dłonią miejsce za stołem.
- Usiądź, dziś ja zrobię śniadanie. Omlet odpowiada ?
- Jasne ! - chwyciłam za kubek z gorącą kawą i upiłam łyk. Od razu zrobiło mi się cieplej.
- Smacznego. - postawił przede mną talerz w wielkim omletem. Wyglądał pysznie.
- Dziękuję. A ty nie jesz ?
- Nie jestem głodny. - bąknął i wyszedł z kuchni.
Dziwny jest. Ale nadal mi się podoba.
Czekajcie.. Co ja powiedziałam. Nadal mi się podoba ?!
Zwariowałam.
Kiedy skończyłam odniosłam talerz do zmywarki i wróciłam do swojego pokoju. Dopiero teraz zauważyłam, że w pokoju stało pianino. Średnio umiem grać, więc nawet nie próbowałam. Sięgnęłam do dużego czarnego pokrowca, którego przytachałam tu ze sobą. Rozsunęłam go powoli i wyjęłam moją ukochaną gitarę. Pamiętam kiedy dostałam ją na dziewiąte urodziny. Pamiętam jak po raz pierwszy udało mi się dobrze złapać chwyt, jak po raz pierwszy zagrałam na niej całą piosenkę - płynnie i bez problemów. Kiedy po raz pierwszy przerżnęłam palce o struny. Ach.. wspomnienia.
Z kieszeni futerału wyjęłam dobrze mi znany zeszyt. Zapisywałam w nim chwyty oraz piosenki. Niektóre były moje własne, ale nigdy nie miałam odwagi zagrać ich komuś. Uważałam, że są okropne, z resztą nadal tak uważam. Wybrałam jedną z piosenek którą napisałam sama, na obozie muzycznym. Jedyny obóz na jakim byłam.
Zaczęłam grać. Dźwięki gitary lekko unosiły się w powietrzu komponując się z moim głosem. Kiedy skończyłam usłyszałam... aplauz. Szybko się obróciłam i ujrzałam loczka z wielkim bananem na twarzy. Wpatrywał się we mnie swoimi zielonymi oczkami. Lecz byłam cholernie zła, że to usłyszał. Nigdy nie powinien. Ruszyłam w jego stronę, a raczej w stronę drzwi w których stał. Wyminęłam go. Próbował mnie zatrzymać, lecz z całym impetem uderzyłam w jego rękę. Pobiegłam do jakiegoś pomieszczenia. Na szczęście drzwi od tego pokoju posiadały zamek. Rozejrzałam się po wnętrzu. Pokój był mały. Jego ściany stanowiły wielkie lustra. Po chwili rozglądania się doszłam do wniosku, że to jakaś siłownia. Usiadłam na podłodze. Po chwili usłyszałam gniewny głos Harrego.
- Jennifer otwórz ! - walnął w drzwi. Huk rozległ się po pokoju, a ja aż podskoczyłam w miejscu.
- Nie ! - krzyknęłam i tym razem to ja walnęłam ręką w drzwi.
Usłyszałam dźwięk przekręcającego się zamka. A po chwili drzwi się uchybiły. Spojrzałam na niego, lecz szybko mój wzrok powrócił na podłogę.
Na swoich plecach poczułam ciepłą dłoń. Uchyliłam oko i spojrzałam w lustro przede mną. To Harry. Zrzuciłam jego rękę z mojego ciała.
Czułam jak wstaje. Po chwili usiadł przede mną.
Ujął ręką mój podbródek i zmusił mnie bym na niego spojrzała.
- Hej mała... Rozumiem że nie chciałaś bym to usłyszał, ale niezmiernie się cieszę, że jednak to usłyszałem. Poprawiłaś mi tą grą humor, grasz prześlicznie, z resztą głos też masz niczego sobie. - Zbliżył się do mnie, a nasze wargi się złączyły. Kiedy rozłączył nasze usta wstał i wyszedł.
I co ja mam teraz sobie myśleć ?! W głowie zadudniły mi jego wczorajsze słowa "jesteś moja".
Siedziałam tak chyba jakieś piętnaście minut. Uznałam, że nie mogę siedzieć tak cały dzień. Postanowiłam wrócić do swojego pokoju. Kiedy byłam na piętrze usłyszałam dźwięki pianina. Zignorowałam to. Kiedy przekroczyłam próg mojego pokoju, zobaczyłam Harrego grającego na wcześniej słyszanym przeze mnie instrumencie. Stanęłam jak wryta kiedy usłyszałam, że chłopak śpiewa słowa mojej piosenki, którą wcześniej słyszał. Kiedy skończył zapytał:
- Tak to szło maleńka ?
Zabrało mi dech w piersiach.
- T-tak. - wydusiłam.
Chłopak wstał i podszedł do mnie. Blisko. Za blisko. Zdecydowanie za blisko. Nasze ciała się stykały.
- Dlaczego kiedy się ze mną nie kłócisz jesteś taka nieśmiała ? To moja wina ? Onieśmielam cię ? - odpowiedziałam mu ciszą - Tak myślałem.
Wyminął mnie i wyszedł z pokoju, zostawiając mi mętlik w głowie. Super !
Ogarnęłam trochę w pokoju i podeszłam do lustra. Wyjęłam z kieszeni pomadkę i zaczęłam smarować nią usta.
- Jaki smak ? - podskoczyłam w miejscu, a oddech uwiązł mi w gardle. Odwróciłam się. Stał za mną Harry.
- Wanilia. - burknęłam cicho.
- Musi być słodka. - Nic nie odpowiedziałam w nadziei, że albo sobie pójdzie, albo zmieni temat.
- Daj spróbować. - ciągnął wyciągnęłam w jego stronę dłoń na której leżała pomadka. Zaśmiał się cicho.
- Wolał bym spróbować jej z twoich ust. - Cholera co on powiedział ?!
Zbliżył się do mnie. Jedną ręką oplótł mnie w tali, drugą ułożył na moim pośladku. Spojrzał mi w oczy i zatopił się w moich ustach. Kiedy zaczęło brakować mi powietrza odczepił się od moich warg.
- Bez tej cholernej szminki lepsze. - kciukiem starł jej resztki z moich rozgrzanych ust. Ciężko łapałam oddech, ale Harremu to nie przeszkadzało. Zatopił się w moich ustach po raz kolejny. Tym razem mocniej i z większą pasją.
Miałam wrażenie, że pocałunek trwał całą wieczność. Wreszcie loczek odczepił się od moich ust.
- Wieczorem wychodzimy, załóż coś seksownego. - rzucił mi wprost do ucha. - Teraz wychodzę, będę wieczorem. Bądź gotowa na siódmą. - nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć zniknął za drzwiami.
Żeby zabić czas zaczęłam krzątać się po domu, zrobiłam sobie coś do jedzenia, obejrzałam jeden z moich ulubionych seriali. O szóstej postanowiłam zacząć się szykować. Kiedy weszłam do garderoby jak na zawołanie napisał Harry.
"Pamiętaj !
Załóż coś seksownego.
Nie zapomnij o koronkowej bieliźnie.
Hazz.
xoxo"
Dupek ! Czy on sobie myśli, że rozbiorę się przed nim na pierwszej randce ? Bo można to nazwać randką, prawda ?
Po długim namyśle wybrałam jakąś czarną sukienkę. Mocno przylegała do ciała, podkreślając moją figurę. Włożyłam do tego szpilki, a włosy rozpuściłam. Harry punkt siódma zjawił się w moim pokoju. Kiedy mnie zobaczył zagwizdał, jak tani podrywacz. Mimo to zaczerwieniłam się.
- Świetnie wyglądasz. - wreszcie coś wykrztusił.
- Ty też niczego sobie. - obdarzyłam go szczerym uśmiechem.
Niedługo po tym podjechaliśmy pod jedną z najdroższych restauracji w Londynie.
niedziela, 29 września 2013
Rozdział 1
Było ciemno. Przyznaję się, że się troszkę bałam. Nie ukrywajmy, była noc. Dość grubo po
Po jakiś dziesięciu minutach podjechał.
W środku nikogo nie było, szykowała się jeszcze długa podróż do domu, a ja już nie miałam siły. Kiedy weszłam do autobusu zajęłam miejsce z przodu autobusu, rzecz jasna przy oknie, by móc „podziwiać” widoki.
Usłyszałam wibracje komórki. Bynajmniej tak mi się zdawało. Odruchowo dotknęłam kieszeni, ale to nie mój telefon. Zresztą swojego nie wyciszałam. Spojrzałam na kierowcę, lecz on podniósł swój telefon i po chwili go opuścił. Znaczyło to, że to nie jego komórka, bo dźwięk nie ustawał.
Zawahałam się, by odwrócić głowę do tyłu, lecz to zrobiłam.
Zauważyłam jakiegoś chłopaka wpatrującego się w rozświetlony ekran komórki. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały szybko się odwróciłam.
Po chwili dźwięk ustał, lecz w autobusie rozległ się męski głos. Był przepełniony złością.
- Harry. – myślę, że właśnie się przedstawił. - .. tak już jadę.. co ?.. Nie .. właśnie zmieniłem plany... tak tam gdzie zawsze, bynajmniej tak myślę...zadzwonię jutro.
Usłyszałam szmer. Nim zdążyłam zapanować nad swoją ciekawością odwróciłam głowę. Chłopak szedł w moją stronę, znaczy na przody autobusu. Dopiero teraz zauważyłam jaki jest wysoki i postawny. Dzięki opinającego jego ciało t-shirtowi, mogłam dostrzec jak umięśnioną miał klatę. Już wyobrażałam go sobie jak bez koszulki spaceruje brzegiem oceanu. Mniam. Wracając do przystojniaka, miał śliczne kręcone, brązowe włosy. Były w, jak mniemam, ułożony w „artystyczny nieład”. Po chwili zauważyłam jak wpatruje się we mnie swoimi zielonymi oczami. Poczułam jak zaczynają piec mnie policzki. Szybko się odwróciłam. Zaczęłam przypatrywać się przez okno niebu. Dziś pełnia.
Po chwili moje zmysły opanował wspaniały zapach. Męskie perfumy zmieszane z dymem papierosowym. Nienawidziłam zapachu dymu, ale wraz z perfumami pachniał bosko. Odwróciłam głowę w drugą stronę.
Moje oczy powiększyły się do nienaturalnie dużych rozmiarów kiedy zobaczyłam, że loczek siedzi tuż obok mnie. Kiedy zobaczył moją minę zaśmiał się lekko pod nosem.
- Witaj, jestem Harry. Harry Styles. – dodał po chwili. A mi zaczęło coś świtać. Gdzieś słyszałam to nazwisko, jestem tego w stu procentach pewna, ale nie byłam w stanie przypomnieć sobie gdzie.
- Jennifer Flume. – uścisnęłam jego dłoń którą do mnie skierował. Jego dłonie były szalenie miękkie i ciepłe.
Dopiero teraz do mojej głowy wpadła myśl „czego ten przystojniak ode mnie chce ?!”.
Odpędziłam ją wystarczająco szybko. Bynajmniej tak mi się zdaje.
- Gdzie jedziesz, o tak późnej porze ? – spytał badając bystrymi oczami moją twarz.
- Do domu. – ucięłam krótko – A ty gdzie zmierzasz ?
- Zaskoczę Cię, również do domu. – uśmiechnęłam się ciepło. – Niech zgadnę, wysiądziesz na końcowym – co ?! skąd on to wiedział ?! – ja też. – uśmiechnął się ślicznie a moje serce szybciej zabiło.
- Skąd ty wiesz gdzie wysiadam ?! – uniosłam brwi w górę.
- Niedawno przeprowadziłem się w tamte okolice, zdążyłem Cię dostrzec. Nie było trudno, bo to chyba nie możliwe by nie dostrzec takiej ślicznotki. – policzki ! policzki !
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc nie odpowiedziałam nic.
Harry po chwili zdjął swoją koszulkę, pozostając w samym białym t-shircie.
- Nie za gorąco Ci ? – spytałam. Zauważyłam tatuaże na jego rękach, zaczęłam się im przyglądać.
- Mam ich o wiele więcej. – powiedział, uprzedzając moje pytania, - I wcale nie bolały kiedy je robiłem. – uśmiechnął się.
- wiem że to nie boli, sama mam parę. – podwinęłam rękaw kurtki pokazując mu napis na nadgarstku „hope.”
- śliczny. – rzucił nie odrywając od niego wzroku. Przejechał po nim palcem. – Mam nadzieję, że nadarzy się okazja, byś mi o nim co nie co opowiedziała. – uśmiechnął się i wstał. Spojrzałam przez okno. To już końcowy. Ups. Również się podniosłam i skierowałam w stronę wyjścia.
Moje ciało owiał chłód. Zauważyłam, że Harry stoi tuż obok mnie. Za blisko, za blisko.
Po krótkim spacerze, znaleźliśmy się pod drzwiami do mojego domu.
- Żegnaj Harry, miło było Cię poznać. – rzuciłam i pociągnęłam za klamkę.
Chłopak zrobił krok w moją stronę. Zobaczyłam, że jego oczy pociemniały.
Nasze ciała się styknęły.
A raczej to Harry przyparł mnie plecami do drzwi.
Czułam jego oddech na twarzy. Poczułam mrowienie w brzuchu. Miałam ochotę zemdleć. Z bliska był jeszcze piękniejszy. Jego wzrok wędrował między moimi wargami, a oczami. Przymknął oczy i wpił się w moje usta. Czułam jak rozkosz rozchodzi się po moim ciele. Jego język prosił o pozwolenie na wejście w głąb moich ust. Nim zdążyłam się zastanowić, już jego język walczył z moim o przywództwo. Nieoczekiwanie Harry rozłączył nasze usta, lecz nie odsunął się ani o krok.
-Teraz jesteś moja.
Rzucił i odszedł.
Stałam tak w osłupieniu jakieś piętnaście minut.
W końcu, z wielkim trudem, weszłam do ciepłego wnętrza domu. Zamknęłam drzwi na klucz i zdjęłam z siebie płaszcz. Zaczęłam iść w stronę schodów prowadzących na piętro. Po drodze zrzuciłam buty. Kiedy dotarłam do pokoju postanowiłam wziąć prysznic.
Ciepłe krople ukoiły moje ciało i momentalnie odechciało mi się spać.
Wyszłam z kabiny i założyłam bieliznę. Wyszłam z łazienki. W pokoju włączyłam muzykę i zaczęłam tańczyć. Nigdy tego nie robiłam, ale dzisiejszy wieczór i tak był zwariowany.
Kiedy piosenka się skończyła włożyłam na siebie koszulkę sięgającą do kolan i położyłam się do łóżka.
Nim zdążyłam przykryć się kołdrą usłyszałam dźwięk SMS.
Spojrzałam na wyświetlacz, jakiś numer. Otworzyłam wiadomość, zaczęłam czytać:
Znakomity pokaz, czekam na więcej.
Pamiętaj, że jesteś moja.
Harry.
xoxo śpij dobrze”
Czekaj, czekaj skąd ona ma mój numer ?! Nie wiem, ale chyba lepiej jak zapisze sobie jego.
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
Kto to ..?
Jest już po północy.
Chwyciłam kij bejsbolowy i małą latarkę.
Po cichu zeszłam na dół i zbliżyłam się do drzwi. Stanęłam na palcach i wyjrzałam przez wizjer.
To Harry. Super.
- Czego chcesz ? – krzyknęłam nie otwierając drzwi.
- Żebyś mnie wpuściła. – odpowiedział.
- Po co ?
- Chcę Cię zobaczyć.
- Harry jest już późno.
- Jak nie wpuścisz mnie drzwiami, to wejdę oknem, ale myślę że będziesz musiała kupić nowe. –oczami wyobraźni widziałam jak się uśmiecha.
- To powodzenia. Pa Harry. Dobranoc.
- Idź do łóżka, zaraz do Ciebie dołączę.
Nie wierzyłam mu. Wróciłam do sypialni. Po cichu włączyłam radio.
Po jakiś dziesięciu minutach drzwi pokoju się otworzyły, a do środka wszedł Harry. Postanowiłam zachować zimną krew, oraz nie pokazywać zdziwienia.
- Które okno wybiłeś ? – zapytałam oschle.
- Żadne, wiem gdzie trzymasz klucz zapasowy. – pomachał mi nim przed twarzą. Dupek.
- Super, a teraz wytłumacz mi po co tu przyszedłeś.
- Przepraszam nie rozumiem.
- Pakuj się, przeprowadzasz się do mnie.
Zaśmiałam się. – No chyba nie.
- Więc wolisz umrzeć ?
- Co ? Zabijesz mnie jeśli z tobą nie pójdę ? – zaśmiałam się po raz kolejny.
- Twój brat już zginął. – zerwałam się na równe nogi i dałam mu siarczystego policzka.
- Nie kłam ! – krzyknęłam.
- Niestety, chciałbym by to była nie prawda. Przykro mi. Teraz chcą zabić Ciebie. Uprzedzę twoje pytanie. Dlaczego ? Dlatego, że Twój ojciec nie spłacił długów.
- Jak to ? Nic nie rozumiem.. Już wiem ! To musi być sen !
- Jennifer przykro mi.
- Idź już.
- Proszę Cię, chodź.
- Nigdzie nie idę.
- Jennifer proszę .. – jego oczy się zaszkliły, bynajmniej tak mi się wydawało.
Wstałam i założyłam rurki przewieszone przez krzesło.
- Na ile mam stąd zniknąć ?
- Stąd na zawsze.
- To pomóż mi się pakować, choć raz się przydaj.
**oczami Harrego**
Tak ! Udało mi się ją przekonać. Ale chyba nadal mi nie wierzy. Super ! Mogę się założyć, że uważa mnie za dupka. Nie dziwie się jej. Ale przy niej.. Tętno wzrasta, serce szaleje, a w głowie panuje chaos. To jakbym się zakochał ? Nie, nie mogę !
Rzuciła we mnie torbą, a ręką wskazała komodę stojącą w rogu, szczerze mówiąc nie zauważyłem jej wcześniej.
- Spakuj do torby wszystko co tam jest.
Nie umiałem jej odmówić. Postanowiłem teraz będę dla niej szorstki. Koniec.
***
Jennifer usnęła w drodze do nowego domu. Tak śliczne wyglądała, włosy kaskadami opadały jej na ramiona. Rzęsy miała bardzo długie, a usta pełne i różowe.
*oczami Jenniefer*
Ze snu wyrwał mnie męski, ciepły głos.
- Jennifer, kochanie wstawaj ..-kochanie ?! Co ?! Natychmiast otworzyłam oczy.
- Nie mów do mnie kochanie.
- Będę mówił tak jak chcę.
- Nie będziesz !
- Będę. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz stracić swoje życie maleńka.
Zaparło mi dech w piersiach. Żyje na świecie już 20 lat, a nie spotkałam nikogo takiego.
Harry wysiadł, chciałam zrobić to samo. Złapałam za klamkę. Zamknięte. Będzie mnie więził ?
Brunet otworzył mi drzwi i wyciągnął ku mnie rękę chcąc pomóc mi wysiąść.
Zignorowałam ją. Chciałam udać się w stronę bagażnika, żeby wyciągnąć z niego swoje rzeczy, lecz chłopak złapał mnie za nadgarstek i do siebie przyciągnął.
- Nie pogrywaj ze mną. – rzekł groźnie wprost do mojego ucha. Poczułam dreszcze.
Cholera. W co ja się wkopałam.