środa, 20 listopada 2013

Rozdział 7

*oczami Lou*
Obudziło mnie głośne walenie do drzwi. Zwlekłem się z łóżka i podbiegłem do drzwi.
Otworzyłem je. Harry. Trochę zdziwił mnie jego widok.
- Siema - rzucił i wepchnął mi się do domu.
- Cześć ? - zamknąłem drzwi. - Co ty tu.. ?
- Um... usiądziemy ? - spytał krzywiąc się.
- Jasne, chodź do salonu. -Poprowadziłem go do mojego ulubionego pomieszczenia w domu. Rozdsiadłem się na kanapie, Harry przycupnął na fotelu. - Więc co Cię do mnie sprowadza z samego rana ?
- No bo my wczoraj z Jennifer .. no wiesz...nie jestem pewien czy zrobiła to bo tego chciała, czy dlatego że nalegałem.. Chyba się w niej zakochałem. Chociaż może nie. Albo jednak. Zostawiłem jej kartkę, że jeżeli chce może się wyprowadzić, zapomnę o niej. Napisałem też, że jeżeli się na to zdecyduje zadzwoni do Ciebie, a Ty ją zawieziesz gdzie będzie chciała..
Wow, uczuciowy Hazz..nie wierzę.
- No dobrze.. Napijesz się ..- moją wypowiedź przerwał dźwięk mojego telefonu. Spojrzałem na Harrego, wpatrywał się w podłogę..

*oczami Jennifer*
A co mi tam. Nastraszymy Harrego. Numer Louisa znalazłam na lodówce. Złapałam za jakiś telefon leżący na blacie. Wystukałam numer Lou... i  dzwonimy !
Po trzech sygnałach rozległ się męski głos
-Halo?
-Hej Louis! Tu Jennifer. Zgaduję, że jest u Ciebie Harry. Pewnie już zdążył opowiedzieć Ci co wymyślił... Dzwonię tylko po to żeby Cię poprosić byś powiedział mu, że już może wracać do domu. Pa.
Nie zdążył nic odpowiedzieć. Rozłączyłam się.
Poszłam na gorę i wzięłam się za czytanie książki. Po jakiś 20 minutach usłyszałam skrzypnięcie drzwi wejściowych. Ciekawiło mnie co najpierw zrobi. Usłyszałam jak ciężko trzasnęły. Potem rozległ się głos Harrego.
- Jennifer !
Odpowiedziała mu cisza, nie mogłam się odezwać, coś wiązało mi gardło. Jego głos był..pełen nadziei ? Smutku ? Nie wiem.
- Jenniefer, nie mogłaś mi tego zrobić !
Krzyknął po raz kolejny. Łzy cisnęły mi się do oczu. Wiele razy myślałam nad tym czy go kocham. Odpowiedzią zawsze było "nie wiem". Po jakimś czasie drzwi do mojego pokoju uchyliły się. Kątem oka widziałam jak stał z zaszklonymi oczami. Opuścił ręce i uśmiechnął się.
- A jednak jesteś...
- Zawsze będę..
Po policzkach spłynęły łzy. Po moich i po jego. Wstałam i szybko podbiegłam do niego. Mocno przytuliłam się do jego torsu.
- Nie pacy już maluszku.-pocałował mnie w czubek głowy.

*tydzień później*
Siedziałam z Perri gadając o jakiś bzdetach. Czekałyśmy aż Harry wróci z pracy. Czas dłużył się strasznie długo. Pojechali z Zaynem coś załatwić. Jak długo można to robić ?!
Nagle telefon w kieszeni moich jeansów zaczął wibrować. Wyjęłam go szybko mając nadzieję, że to Hazz. Był to jednak Zayn, też dobrze.
- Wreszcie ! Za ile będziecie ?!
- Jennifer .. Weź Perri i przyjedźcie do szpitala.
- Co ?!
- Przyjeżdżajcie.
Rozłączył się.
- Co się stało ? - spytała cicho Perri.
- Bierz kluczyki jedziemy do szpitala..
- Co się stało..?
- Nie wiem, Zayn dzwonił.

Po paru minutach zaparkowałyśmy samochód i wbiegłyśmy do szpitala. W holu stał Zayn. Miał rękę w gipsie. Cholera co się stało...
Podbiegłyśmy do niego.
- Gdzie Hazz ?
- W ostatniej sali po prawo.
Zaczęłam biec. W końcu wpadłam do wyznaczonej sali.
Harry leżał na łóżku. Miał zamknięte oczy. Dopiero po chwili zauważyłam do jak wielu urządzeń był podpięty. Osunęłam się po ścianie na podłogę.
Po chwili do sali weszła pielęgniarka. Kiedy mnie zauważyła przykucnęła koło mnie i pomogła wstać.
-Nic pani nie jest ? -spytała.
- Nie... Co z nim ?
- Wraz z jakimś mężczyzną jechał samochodem. Podczas prowadzenia zemdlał. Ma tylko kilka siniaków i złamaną nogę.
Uśmiechnęłam się i podziękowałam za pomoc. Przysunęłam do łóżka jakiś taboret i usiadłam. Lekko chwyciłam rękę Harrego i czekałam aż się obudzi.

CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz